Wszyscy winni


Dokładnie 154 mld 074 mln dolarów – tyle według oficjalnych danych NBP wyniosło zadłużenie zagraniczne Polski na koniec III kwartału ubiegłego roku. By pojąć tempo, w jakim pogrążamy się w kredytach, trzeba cofnąć się o rok – w III kwartale 2005 r. byliśmy zagranicy winni 129 mld 223 mln dolarów. Oznacza to, że w ciągu roku rządzona przez PiS Polska pożyczyła 24 mld 851 mln dolarów. Miesięcznie wypada po 2 mld 70 mln. Jeśli utrzymamy to stachanowskie tempo, zadłużenie 200 mld dolarów osiągniemy w ciągu najbliższych 20 miesięcy! Argentyński kryzys przy tym, co nas czeka – to mały pikuś! I konia z rzędem temu, kto wtedy odpowie na pytanie – “Jak to spłacić?”.

Edward Gierek, powszechnie oskarżany o “woluntaryzm” i o to, że “zadłużył kraj”, potrzebował całej dekady lat 70., by pożyczyć 23 mld dolarów i paść pod ciosami “rewolucji »Solidarności«”. Jego wynik bracia Kaczyńscy osiągnęli już po roku. Przy czym Gierkowi w tym czasie co nieco udało się wybudować – np. Trasę Katowicką, którą jeździmy do dziś. Bracia Kaczyńscy w 2007 r. planują budowę 7 km autostrad. 7 km! Za Gierka bywały lata, w których oddawano blisko 300 tys. mieszkań rocznie. Wywoływało to niezadowolenie społeczne, bo młodzi musieli czekać na mieszkania 7-8 lat. Za PiS-u, mimo obietnic budowy 3 mln mieszkań, większość młodych nie ma żadnych szans, by kiedykolwiek kupić własne M. Mają w zamian “rewolucję moralną”.

* * *

O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy prof. PAWŁA BOŻYKA, sternika naszej gospodarki w latach 70., a więc człowieka, który o niebezpieczeństwach związanych z długiem zagranicznym wie wiele i na dodatek z autopsji:

Mamy siedemnasty – z jedną przerwą – rok, w którym Polska importuje więcej towarów i usług niż eksportuje. A to oznacza, że nasze zadłużenie zagraniczne ma charakter strukturalny i będzie rosło. Dramat polega na tym, że większość pozyskanych w ten sposób środków przeznaczamy na konsumpcję, a nie na inwestycje. Tym praktykom sprzyja polityka “silnego złotego”, uprawiana od lat przez Narodowy Bank Polski.

Mają rację ci, którzy ostrzegają, że w tym tempie za dwa, góra trzy lata nasze zadłużenie zagraniczne przekroczy 200 mld dolarów. I na nic zdadzą się uspokajające opinie, że większość owych zobowiązań to długi prywatnych firm i osób fizycznych, a nie rządu. W sytuacji kryzysu to bank centralny ma obowiązek zapewnienia wymienialności złotego. Rezerwy NBP szacuję na 40 mld dolarów. Należy do tego dodać około 6 mld dolarów, którymi dysponują banki prywatne. Jeśli dojdzie więc do kryzysu, pierwsza fala odpływu kapitałów spekulacyjnych zostanie opanowana. Kolejne już nie. Czeka nas gwałtowna dewaluacja złotego z wszystkimi negatywnymi konsekwencjami społecznymi. A jeśli ktoś sądzi, że taki kraj jak Polska może liczyć na umorzenie długów tylko dlatego, że jest w Unii Europejskiej – jest w błędzie.

Rozsądek nakazywałby zatem przeciwdziałanie. Celem powinno być zapewnienie wzrostu gospodarczego na poziomie 6-7 proc. PKB, ograniczenie konsumpcji i zwiększenie eksportu w celu poprawy bilansu handlowego. Nie sądzę, by obecny rząd uświadamiał sobie skalę problemu.

Marek Czarkowski

 

Źródło: TRYBUNA z dnia 13.02.2007 r.