Posunęliśmy się za daleko
- spotkanie z Leszkiem Millerem

W ramach konwersatorium “Busola Społeczna”, afiliowanego przy Ruchu Odrodzenia Gospodarczego, w siedzibie OPZZ odbyło się spotkanie z przewodniczącym Polskiej Lewicy oraz byłym premierem Leszkiem Millerem. W pierwszej części L. Miller odpowiadał na pytanie: czy marksizm jest dla lewicy aktualną inspiracją?

- Klasa robotnicza, która w krajach Europy Środkowo-Wschodniej była hegemonem obaliła sama siebie, czyli abdykowała. Ten proces przebiegł bezkrwawo. Zwykle w takich przypadkach obrońcy dawnego systemu stawiali zbrojny opór i lała się krew. Tym razem nic takiego nie nastąpiło. Czy zatem Marks się mylił? Marks nie zajmował się analizą państwa socjalistycznego, lecz dokonał krytyki kapitalizmu i jego mechanizmów.

Marksizm jest nadal aktualny jako ciekawy projekt zmieniania społeczeństw. Jego istotą jest zderzanie teorii z praktyką rzeczywistości. Nadal zasługuje on na uwagę jako źródło inspiracji. Marks dokonał analizy sprzeczności rozsadzających kapitalizm i wiele z jego idei znalazło potwierdzenie. Zasługą Marksa było także ucywilizowanie kapitalizmu, który pod wpływem naporu idei socjalistycznych dokonał znacznej ewolucji. Odrzucanie marksizmu a priori jest poważnym błędem.

Odpowiadając na pytanie: jakie polityczne wzorce współczesnego świata są dobre dla Polski, L. Miller podkreślił, że jego ideałem jest gospodarka rynkowa i socjalne państwo. Lewica kładąc nacisk na drugi człon tego zdania, niechętnie mierzy się z problematyką gospodarczą współczesnego świata. Lewica straciła monopol na wspieranie biednych, bo dzisiaj wszystkie partie prawicowe odwołują się do propagandy socjalnej.

W Europie postawiono na zmniejszenie dystansu dzielącego ją od USA i stąd strategia lizbońska, która ten problem miała rozwiązać do 2011 r. Już teraz widać, że ten zamysł się nie powiedzie. Dlatego nowoczesna lewica musi odpowiedzieć sobie na pytanie: jeśli osłony socjalne to skąd na to wziąć pieniądze? Dzisiaj trzeba czerpać od każdego, kto potrafi łączyć sprawiedliwość społeczną z wysoką efektywnością rynku.

Jeżeli realny socjalizm przegrał na polu ekonomii to nie przegrał w sferze wartości. Rywalizacja między lewicą a prawicą przesuwa się w inną płaszczyznę – lewica powinna dbać o społeczeństwo obywatelskie i jego prawa, a prawicy powinno się zostawić umacnianie państwa. Współzawodnictwo między lewicą a prawicą stało się mniej ostre, ale nie straciło sensu.

W drugiej części konwersatorium Leszek Miller odpowiadał na pytania z sali. Oto niektóre z odpowiedzi:

My wchodząc do władzy w 2001 r. musieliśmy zadać sobie pytanie, co jest ważniejsze: interes formacji czy interes państwa? To jest dylemat każdej władzy w Polsce. Jeśli prawica rządzi to lewica musi na to zarobić – taka jest nasza specyfika. I dlatego nikt jeszcze po 1989 r. nie sprawował władzy dwa razy z rzędu.

Trudna sytuacja jest w mediach. Tak jak lewica straciła monopol na sprawiedliwość społeczną tak Gazeta Wyborcza i jej środowisko straciły monopol na formułowanie opinii. Na szczęście są intelektualiści, którzy nie poddają się obiegowym modom.

SLD swoje środowisko stawia czasem w trudnej sytuacji. Dopiero co prof. Reykowski w swoim raporcie uzasadniał, że LiD jest przyszłością formacji, a z dnia na dzień dowiedział się, że LiD przyszłością nie jest. To błąd.

Startowałem w wyborach, bo bardzo chciałem być w Sejmie, aby w komisji śledczej “dorwać” Ziobrę. Jestem głęboko rozczarowany pracami tej komisji, która pracuje ślamazarnie i z tym śledztwem nie potrafi dać sobie rady.

Jeśli chodzi o Polską Lewicę. Gdyby SLD po wyborach miało w Sejmie 100 mandatów, jak to zapowiadało, to bym się zastanawiał, czy podjąć to ryzyko. Ale stało się inaczej i SLD ma najmniej posłów w całej swojej historii. Nie mam żadnej gwarancji, że ta inicjatywa skończy się sukcesem, ale cieszy mnie, że pojawiło się wielu ludzi, którzy zapewniają, że włączyli się do polityki po raz pierwszy. Sytuujemy się jako partia lewicowa, choć uważamy, iż trzeba kłaść nacisk na gospodarkę.

Dzisiaj myślę, że w cięciach socjalnych posunęliśmy się za daleko, ale wisiała nad nami groźba destrukcji budżetu. Nastawiliśmy się na pakiet działań pobudzających przedsiębiorczość. I tak się stało, ale samo się nie stało. Kiedy obniżyliśmy podatek CiT z 27 do 19 proc. to w budżecie przybyło ponad 3 mld zł. Tak samo się stało, gdy ustaliliśmy podatek dla samozatrudnionych na poziomie 19 proc., gdyż zmniejszyła się szara strefa.

Nas pogrążyła afera Rywina, a nie brak realizacji zapowiedzi programowych. Byliśmy ekipą bezustannie atakowaną – i od wewnątrz i od zewnątrz. Stało się tak, ponieważ polska prawica nie potrafiła się uporać z upokorzeniem w 2001 r. Program Kołodki dotyczący restrukturyzacji przedsiębiorstw uratował 1100 polskich zakładów. Do naszych osiągnięć zaliczam także program “Pierwsza praca”.

Jestem synonimem wszelkiego zła, bo tak jest wygodnie moim kolegom. Kiedy obalono Oleksego, myśmy bronili dokonań jego rządu, a kiedy obalono mnie, moi koledzy uznali, że trzeba się od wszystkiego odciąć, czyli od złego i dobrego, a wyszli na tym tak jak wyszli. Jest takie powiedzenie, że pewnych przyjaciół poznaje się w niepewnych czasach. Wielu z tych, którzy byli wtedy u władzy, zachowuje się tak jakby nigdy przy niej nie byli.

Za naszych rządów “czarne owce” szły do więzienia, a za rządów prawicy “czarne owce” cieszą się dobrym samopoczuciem i są dobrze widziane przez media.

W wojnie irackiej nasz mandat określał czas udziału do wyborów parlamentarnych i wyłonienia w Iraku władz cywilnych. To już nastąpiło, więc nasze wojska już dawno powinny powrócić do kraju.

Jeśli lewica nie zbliży się do siebie, to nie odniesie sukcesu w wyborach. Może konieczna jest opcja zerowa, czyli zaczynamy od nowa i startujemy w wyborach pod nową nazwą i nową flagą. Możliwe są także dwa bloki lewicowe, które nie będą rywalizowały ze sobą, ale kooperowały i pozyskiwały nowy elektorat. Trzecia możliwość, bardziej ponura, że nic się nie da zrobić. Potrzebny jest okrągły stół i trzeba szukać porozumienia.

Oprac. Mieczysław Kozłowski