Warszawa, 14 grudnia 2007

Maksymilian Podstawski

Białoruś – Polska, refleksje po exposé premiera Donalda Tuska

 

  1. Demokracja i Tożsamość

W swoim exposé wygłoszonym w Sejmie w piątek 23 listopada 2007 roku premier Donald Tusk poświęcił nieco uwagi Białorusi i stosunkom z naszymi pozostałymi wschodnimi sąsiadami: “Polska ma uzasadnioną ambicję współkształtować wymiar wschodni Unii Europejskiej. Wychodzimy z założenia, że poszerzenie obszarów bezpieczeństwa, współpracy i demokracji w tym właśnie kierunku będzie miało zasadniczy, pozytywny wpływa na naszą przyszłość i na los całej Europy”. “Specjalną uwagę poświęcimy naszym relacjom z Ukrainą i Rosją oraz sytuacji na Białorusi”. To ostatnie stwierdzenie wydaje się dość nieprecyzyjne, bo nie ma w nim mowy o relacjach polsko-białoruskich, mimo, że posiadamy stosunki dyplomatyczne z tym państwem. I dalej: “Zadaniem naszej polityki wobec Białorusi będzie przekonanie wszystkich kręgów politycznych w tym kraju, że warto postawić na demokrację”. Co to oznacza, pokaże praktyka polityczna. Można mieć nadzieję, że między obu sąsiadami nastąpi poprawa stosunków. Trudno przy tym nie zauważyć, że w exposé nie wspomniano o dwustronnej współpracy gospodarczej. Chodzi więc przede wszystkim o demokrację. Białoruś demokracji potrzebuje na pewno, ale nie tylko. Społeczeństwo białoruskie potrzebuje np. dostępu do rzetelnej i zróżnicowanej informacji oraz łączności ze światem, co zresztą z samą demokracją ma ścisły związek. Demokracja to niewątpliwie wielka wartość, ale wydaje się, że niezależnie od demokracji, czy jej braku, bodaj najważniejszy jest trwający proces kształtowania się tożsamości Białorusinów. Proces ten przebiega obecnie w warunkach braku demokracji, co i na samą tożsamość ma określony wpływ. Kwestia demokracji nie stanowi jednak pierwszoplanowego problemu Białorusi. Podstawą suwerennej tożsamości białoruskiej nie jest demokracja, lecz tożsamość narodowa, której treścią jest własna kultura. Jeżeli Białoruś zostanie wynarodowiona, z demokracji w tym kraju cieszyć się będą w przyszłości nie Białorusini, lecz już inny naród, który tylko z nazwy pozostanie białoruski. Białoruś należy do cywilizacji zrodzonej w średniowieczu, która powstała w granicach Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Cywilizacji ciągnącej się od Bałtyku po Morze Czarne, niebędącej częścią ani Wschodu, ani Zachodu, której wartością naczelną jest osoba ludzka i szacunek dla jej indywidualności. Białorusini są spadkobiercami Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Walkę o swą tożsamość toczą Białorusini od wielu stuleci. Proces kształtowania tożsamości jest procesem stałym i dotyczy każdego narodu. W przypadku Białorusinów jednak, proces ten był wielokrotnie brutalnie przerywany i rozpoczynany jak gdyby od nowa. Wie o tym doskonale Sokrat Janowicz zasiadający w swych Krynkach na Białostocczyźnie i usiłujący stamtąd wpływać na wszystko co dotyczy Białorusi. Sprawa tożsamości, jak wszystko na Białorusi, jest niezwykle złożona. Większość Białorusinów mówi obecnie po rosyjsku, na co złożyło się wiele wydarzeń i czynników, w tym m.in.:

1/ Okrutny często wpływ caratu i rosyjskiego prawosławia oraz bezwzględna walka z unitami w XIX wieku.

2/ Następnie dość liberalna i przemyślana polityka Rosji carskiej na przełomie XIX i XX stulecia, która-łagodniejszymi już metodami-była kontynuacją prześladowań unitów. Ich resztki stopniowo wymierały lub przechodziły na rzymsko-katolicyzm. Młodzież była już w tym czasie ochrzczona w cerkwi prawosławnej podporządkowanej Moskwie.

3/ Ewakuacja milionów Białorusinów wgłąb Rosji podczas I wojny światowej (1915 rok), zaaranżowana przez rosyjską cerkiew prawosławną w ucieczce przed spodziewanymi prześladowaniami ze strony armii niemieckiej. Ok. 80% wszystkich budynków mieszkalnych i gospodarczych będących ich własnością spalili wtedy żołnierze rosyjscy. Wielu z tych ludzi nigdy już na Białoruś nie wróciło, a większość była nieobecna wówczas, gdy decydowano o niepodległości ich kraju. Ewakuacja spowodowała trwałe zmiany w strukturze ludnościowej Białorusi.

4/ Dalsza rusyfikacja w okresie władzy radzieckiej “wspomagana” przez masowe mordy w latach 30. ubiegłego wieku (ucierpiała również zamieszkała tam ludność polska).

5/ Nasiedlanie ludności rosyjskojęzycznej przy równoczesnej deportacji ludności białoruskiej (deportowani z Białorusi byli także Polacy).

6/ Największe procentowo straty spośród wszystkich narodów koalicji antyhitlerowskiej; Białorusini ginęli w mundurach polskich, niemieckich i przede wszystkim radzieckich. 7/ Na strukturę społeczeństwa na Białorusi wpłynęło zmilitaryzowanie sporej części jej obszaru już po 1945 roku.

Mamy wiek XXI i sprawa tożsamości narodowej nie musi koniecznie zależeć, przynajmniej w tej części Europy Środkowej, od wyznawanej religii i języka. Gnębieni przez stulecia przez Anglików Irlandczycy mówią prawie wyłącznie po angielsku, zapomniawszy swego celtyckiego języka, a mimo to są nadal Irlandczykami. (Przywoływanie przykładu Irlandii jest ostatnio bardzo modne, więc przypomnę, że to w warunkach kapitalizmu Irlandczycy stracili swój rodzimy język, a większość z nich wyemigrowała w XIX stuleciu z powodu głodu (kilkuletni nieurodzaj ziemniaków) do Stanów Zjednoczonych).

Niektórzy Białorusini wyrażają pogląd, że to kościół katolicki jest obecnie zagrożeniem dla ich tożsamości. Byłaby to może i prawda, gdyby tożsamość białoruska związana była wyłącznie z prawosławiem. Tak nigdy jednak do końca nie było. Zaryzykować można nawet twierdzenie, że to kościół grekokatolicki był w XIX wieku wielką szansą szybkiego wykrystalizowania się narodu białoruskiego. Tak się nie stało i “białoruskość” kształtowała się przede wszystkim w “ramach” rosyjskiego prawosławia. (Obecnie cerkiew prawosławna na Białorusi jest egzarchatem patriarszym w ramach rosyjskiego kościoła prawosławnego). Ważną przy tym, pozytywną rolę – w swoim czasie – odegrali również w tym procesie rzymskokatolicy i protestanci oraz władza radziecka w swej początkowej, łagodniejszej fazie. W chwili obecnej tożsamość białoruską kształtują także niewierzący Białorusini, których liczba według różnych źródeł waha się od 30 do 48%. Zatroskani są być może z kolei ci Polacy, którzy sądzą, że walka o utrzymanie polskości na Białorusi to walka o wpływy kościoła rzymsko-katolickiego w tym kraju (czy też odwrotnie). Jest to pogląd bardzo powierzchowny i zakotwiczony gdzieś w dalekiej przeszłości. Niesłuszny nawet wówczas, jeśli prawdą jest twierdzenie, że administracja prezydenta Łukaszenki nalega na kościół katolicki, by ten na obszarach polskojęzycznych wprowadzał do świątyń język białoruski. Katolicki oznacza powszechny i dlatego nie dziwi zjawisko, na które wskazuje Janowicz, że to właśnie w kościołach katolickich na Białorusi mowę białoruską słychać częściej niż w cerkwiach prawosławnych.1/ Jeśli przysłuchać się uważnie niektórym wypowiedziom prezydenta Łukaszenki to dowiemy się, że Białorusinami “mogą” być także białoruscy katolicy. Prezydent Łukaszenka nie mówi tu oczywiście żadnych rewelacji. W tym przypadku Stolica Apostolska zgadza się zapewne z niedemokratycznym Łukaszenką. Jeżeli katolicy mogą być Białorusinami, to zdarza się, że Polakami są prawosławni. Sytuacja wyznaniowa na Białorusi jest coraz bardziej złożona; zarówno społeczność katolicka, jak i prawosławna stawać się będzie w tym kraju coraz bardziej narodowościowo zróżnicowana. Odnieść można przy tym wrażenie, że Stolica Apostolska doskonale rozumie procesy zachodzące wokół białoruskiej tożsamości. Rozumie je prawdopodobnie na swój sposób i prezydent Łukaszenka, jeśli myśli o zintegrowaniu w jednym państwie, a może nawet w jednym narodzie, milionów osób rosyjskojęzycznych (a właściwie już potomków tych osób) nasiedlonych tu w okresie władzy radzieckiej. Chyba, że-jak uważają niektórzy-rządy Łukaszenki to jedynie dalszy ciąg sowietyzacji i rusyfikacji. Ocenia się, że obecnie poważna część inteligencji białoruskiej, szczególnie tej pracującej w administracji państwowej, to potomkowie ludzi, którzy wymienili osoby oraz elity, które w ten czy w inny sposób “odeszły” w latach 30. i podczas II wojny. Elity wykształcone zresztą przeważnie już za władzy radzieckiej, na początku lat 20. Przy czym nie ma powodu wątpić w lojalność ludności rosyjskojęzycznej wobec własnego państwa. Tym bardziej, że po rosyjsku mówi także większość etnicznych Białorusinów (80 do 90%). Trudno przy okazji odmówić sobie komentarza, że język i kultura białoruska przetrwały na tych ziemiach, które należały niegdyś do Rzeczpospolitej.

W literaturze polskiej i białoruskiej spotkać się można z niezwykle uproszczonym szacunkiem, że na Białorusi katolików jest ok. 20%, a prawosławnych 80%. Katolicy na Białorusi utożsamiani są niekiedy z Polakami, a Białorusini z prawosławnymi. Przy czym żadne źródła nie podają procent grekokatolików, mimo, że liczba parafii unickich w wielu rejonach na Białorusi rośnie. Natomiast według innych, też nie do końca wiarygodnych i nie najnowszych badań, niewierzący stanowią 48% społeczeństwa, prawosławni 43% (może tu włączono unitów?), katolicy 6% (jeżeli mowa tu o rzymskokatolikach, to chyba za mało), protestanci 1% oraz inni 2%.2/

 

2. Polityka historyczna

Niezwykle ważne jest to co premier powiedział o polityce historycznej. Jego słowa zainspirowane zostały co prawda przede wszystkim faktami, które zdarzyły się w ciągu ostatnich 2 lat między Polską a Niemcami oraz między Polską a Rosją, niemniej jednak dotyczą one w różnym stopniu pozostałych naszych sąsiadów, w tym i Białorusi: “Żaden rząd w Polsce nie powinien polityki historycznej, prawdy historycznej szukać a później używać przeciwko komuś” oraz “...nasza polska narodowa duma z naszego dziedzictwa, z naszej historii, tej tragicznej i tej optymistycznej, to musi być dziedzictwo, które służy poczuciu dumy Polaków z własnej ojczyzny, a nie może być i nie będzie pod rządami tej ekipy, nie będzie nigdy służyło mnożeniu i pogłębianiu konfliktów, tu w Polsce i zagranicą”. Trudno z premierem się nie zgodzić. Z tym, że politykę historyczną prowadzimy nie tylko my, ale i nasi sąsiedzi. Polityka historyczna na pewno nie powinna służyć jątrzeniu w stosunkach międzynarodowych. Można nawet powiedzieć, że jeżeli zależy nam na pielęgnowaniu świadomości środkowoeuropejskiej, czy europejskiej, polityka historyczna powinna narody łączyć a nie dzielić, powinna nawiązywać przede wszystkim do tych wydarzeń i faktów w przeszłości, które są akceptowane i podobnie oceniane przez sąsiadujące ze sobą narody. Należy zatem czcić wspólnych polsko-białoruskich bohaterów! Na szczęście w relacjach między Polakami a Białorusinami więcej jest-mimo wszystko- tych jasnych stron niż ciemnych.

Istotną rolę w budzeniu świadomości białoruskiej, w rozwoju kultury białoruskiej i języka białoruskiego odgrywa Ośrodek Sokrata Janowicza w Krynkach na Białostocczyźnie, które jak on sam dowodzi leżą na ziemiach od zarania związanych z Białorusią i Wielkim Księstwem Litewskim. Janowicz nie nawołuje przy tym, by Białostocczyzna stała się Piemontem białoruskim, który zjednoczy wszystkie ziemie białoruskie. Państwo białoruskie przecież już istnieje i z tego powodu Janowicz odczuwa dumę i radość, a my wraz z nim. Z państwem tym Polska ma ustalone granice, a Polacy i Białorusini, jak zauważa Janowicz, żyli zawsze w symbiozie. Janowicz apeluje o prowadzenie przez Polskę, jako członka Unii Europejskiej, aktywnej polityki wschodniej. Wskazuje na wielką rolę Polaków w pogłębianiu europejskiego wymiaru stosunków polsko-białoruskich.3/

Ewentualne wejście w przyszłości Białorusi do Unii Europejskiej rozwiązałoby bezkonfliktowo problem, który zaprząta uwagę niektórych badaczy, mianowicie brak dostępu do morza Białorusi. Białoruś, jak przypomina Andrzej Piskozub, jest głównym spadkobiercą tradycji dawnego Księstwa Litewskiego, a Królewiec portem morskim historycznie związanym z białoruskimi ziemiami Księstwa: “Powiązanie dzisiejszej Białorusi-największego z państw Europy bez dostępu do morza-poprzez enklawę królewiecką z wybrzeżem Bałtyku, byłoby logicznym domknięciem łańcucha wydarzeń, prowadzących do Białorusi z wolnym dostępem do morza”. Oraz dalej: “Stalin oświadczył, że jeżeli nie otrzyma północnej części Prus Wschodnich z Królewcem, to nie zwróci Polsce położonych na zachód od “linii Curzona” okręgów białostockiego i łomżyńskiego, na mocy układu Ribbentrop-Mołotow w 1939 r. zajętych przez ZSRR i wcielonych wtedy do radzieckiej Białorusi. Polska nie miała wyboru. Tyle tylko, że owe okręgi znajdujące się na zachód od linii Curzona musiała oddać Białoruś, a nowy nabytek w postaci okręgu królewieckiego otrzymała w zamian nie Białoruś, lecz .....Rosja”.4/ Sprawa ta ma kilka aspektów. Zwróćmy jednak uwagę tylko na fakt, że enklawa królewiecka należy obecnie do Rosji i nikt tego nie podważa, a sama Rosja, jak na razie, do Unii Europejskiej wstępować nie zamierza. Białoruś natomiast w przyszłości, po ewentualnym wejściu do Unii korzystać by mogła bez przeszkód z portów polskich i litewskich czy łotewskich. Przy czym-co należy przypomnieć-państwa wchodzące do Unii muszą mieć uregulowaną sprawę granic z wszystkimi sąsiadami i nie mogą tych granic kwestionować.

Podczas I wojny światowej przegrywające wojnę Niemcy “przyznawały” niepodległość wielu narodom między Rosją a Niemcami w nadziei, że osłabią Rosję i zwiążą nowe państwa ze sobą. Była to próba realizacji łagodniejszej wersji Mitteleuropy, bo mniej łagodna-w razie zwycięstwa Niemiec-polegać miała na całkowitym podporządkowaniu tych krajów Niemcom.5/ Zniewolone narody w naszym regionie skorzystały z konfliktu między tymi obu państwami. Wśród Białorusinów dominowały wówczas co prawda marzenia o demokratycznej Rosji i konfederacyjnym państwie wielu narodów, w skład którego weszłaby Białoruś, ale szybko stracili oni złudzenia co do intencji bolszewików. Nowe państwo białoruskie niepodległość otrzymało więc od Niemiec i związane było z Niemcami. Datę uzyskania wówczas na krótko niepodległości przez Białoruś (25 marca 1918) -niepodległość zakończoną wkroczeniem Armii Czerwonej-świętuje obecnie białoruska opozycja.

Zastanawia brak w roku 1918 i kilka lat później większego entuzjazmu dla niepodległości Białorusi ze strony Kijowa i Kowna. Jest rzeczą zrozumiałą, że wytyczenie granic nowo powstałych państw, sukcesorów I Rzeczpospolitej, nie mogło być wtedy łatwym zadaniem, jakkolwiek pewna solidarność powinna była leżeć w interesie ich wszystkich. Terytorialne aspiracje Białorusi zderzały się w tym czasie z aspiracjami Polski, Litwy, Łotwy i w mniejszym stopniu Ukrainy. Do Białorusi zgodnie z ambicjami białoruskiego rządu należeć miały nie tylko tereny przyznane Polsce po pokoju ryskim, ale Białystok i Podlasie, znajdujące się w granicach obecnej Polski. Kością niezgody między Litwą, Polską i Białorusią było wówczas Wilno. Z kolei było rzeczą poniekąd oczywistą, że młode państwo białoruskie, zawdzięczając swe powstanie Niemcom, nie stawiało żadnych terytorialnych postulatów wobec niemieckiego sąsiada, gdyż do zapewnienia łączności z wybrzeżem Bałtyku wystarczałaby bezpośrednia styczność z Prusami Wschodnimi.

Pierwsze miesiące polskiej obecności na Białorusi, od wiosny 1919 roku przyniosły wielkie nadzieje tym białoruskim politykom, którzy uwierzyli Józefowi Piłsudskiemu, że armia polska niesie wolność i prawo decydowania o własnym losie. Idea federacji Białorusi z Polską okazała się jednak sprzeczna z oczekiwaniami zamieszkałych tam Polaków, a zachowanie polskiej administracji i wojska wobec Białorusinów zniechęciło ich do Polski. Również w Warszawie, podczas wojny z bolszewikami w roku 1920, zabrakło zdecydowanego poparcia dla przyjaznych Polsce białoruskich ruchów wyzwoleńczych. Dla tych, nielicznych zresztą, polityków białoruskich, którzy wiązali swe nadzieje z Polską i stawiali na zjednoczenie ziem białoruskich w ramach federacyjnego państwa traktat ryski (1921) stanowił ogromny cios. Akcja generała Stanisława Bułak-Bałachowicza w Mozyrzu i powstanie słuckie nie wpłynęły na zmianę stanowiska rządu i Sejmu polskiego; realizowano bowiem już wtedy porozumienie zawarte z bolszewikami w październiku 1920 r., potwierdzone następnie traktatem ryskim. Białoruś podzielona została między Polskę a Rosję, co nie było zgodne z federalistycznymi planami J. Piłsudskiego. Nigdy też nie zostało zaakceptowane przez żaden liczący się ośrodek białoruski w Polsce i stwarzało sytuację sprzeczności interesów polsko-białoruskich oraz ogromne możliwości wpływania na ten układ ze strony Moskwy.6/

Koncepcji federalistycznych Piłsudskiego i PPS, które krystalizowały się na przełomie XIX i XX wieku nie udało się zrealizować. Sprawa ta po raz pierwszy znalazła się w programie PPS w 1892 roku. Drugi punkt “Programu Paryskiego” PPS przewidywał całkowite równouprawnienie narodowości wchodzących w skład Rzeczpospolitej na zasadzie dobrowolnej federacji. Oczekiwano przy tym, jak się okazało niesłusznie, że litewskie, białoruskie i ukraińskie elity polityczne wybiorą federację z Polską. Po stronie białoruskiej podnoszony jest niekiedy zarzut, że celem nadrzędnym PPS nie było spełnienie aspiracji narodowych tych elit, lecz osłabienie imperium Romanowych, jako warunku niezbędnego do uzyskania przez Polskę niepodległości. Z powodu słabości białoruskiego ruchu narodowego, polscy federaliści od początku mieli dopuszczać myśl, że w praktyce realizowana będzie koncepcja polskiego obozu narodowego, który federacji nie tylko nie przewidywał, ale zmierzał do polonizacji Białorusinów. Hasła federalistyczne miały zatem stwarzać działaczom białoruskim iluzję niepodległości, aby odciągnąć ich od tendencji prorosyjskich. Według tych poglądów, hasła federalistyczne w odniesieniu do Białorusinów okazały się tylko chwytem propagandowym, bo gdy pojawiły się możliwości ich realizacji, w Polsce nie było żadnego czynnika politycznego zainteresowanego wprowadzeniem ich w życie.7/ Brak konsekwencji i błędy popełnione przez Polskę i Polaków wobec Białorusinów (Litwinów i Ukraińców też) w okresie międzywojennym to temat oddzielny. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem w tym okresie, w tej części Białorusi, która została włączona do Polski mogła być polityka podmiotowego traktowania ludności niepolskiej (autonomia, rozwój szkolnictwa itd.), do czego nawoływała część piłsudczyków – Leon Wasilewski, Tadeusz Hołówko, Mieczysław Niedziałkowski. Sprzeciwiali się oni realizowanej przez sanację-endeckiej w gruncie rzeczy-polityki asymilacyjnej. Nie mieli oni jednak większego wpływu na ówczesną politykę, a pozostałym polskim politykom zabrakło po prostu perspektywicznej wyobraźni.

Dla każdego kto wspomina obecnie koncepcje federalistyczne Piłsudskiego jest rzeczą oczywistą, że państwo Jagiellonów to historia i nie ma do niego powrotu. Chodzi jedynie o podkreślenie wspólnych tradycji historycznych narodów regionu i naszej wspólnej, środkowoeuropejskiej tożsamości kulturalnej. Podobnie jest zresztą z dziedzictwem Habsburgów, które w regionie Środkowej Europy pozostawiło trwały ślad. Do obydwu tradycji nawiązywała federalistyczna koncepcja (czecho)-słowackiego ludowca Milana Hodžy, w opracowywaniu której uczestniczyli ludowcy środkowoeuropejscy, w tym Wincenty Witos. Początkowo, w okresie odradzania się państwa polskiego Witos i inni przywódcy PSL “Piast” poszukiwali pośredniej koncepcji między propozycjami narodowych demokratów a zamysłami politycznymi piłsudczyków. Taką politykę PSL “Piast” prowadziło do przewrotu majowego w 1926 roku w wyniku, którego ludowcy stracili władzę. Politycy PSL “Piast” stwierdzali wówczas, że kierują się zasadą nadrzędności zachowania jedności Rzeczypospolitej Polskiej. Za słuszne uznawali postulaty asymilacji Białorusinów i Ukraińców. W tym samym czasie (tzn. do roku 1926) ludowcy na czele z w Witosem utrzymywali ścisłe kontakty z “Zieloną Międzynarodówka”, która siedzibę miała w Pradze. Nie pozostało to bez wpływu na pozytywną ewolucję poglądów PSL “Piast”. W kolejnych deklaracjach programowych PSL “Piast” znajdowały się stwierdzenia o potrzebie zagwarantowania praw mniejszościom narodowym. Ponadto PSL “Piast” będąc w opozycji po roku 1926 zbliżyło się w kwestii polityki narodowościowej do PSL “Wyzwolenie” (Stanisław Thugutt). Obydwie partie głosiły wówczas konieczność równych szans w życiu publicznym dla mniejszości narodowych. Ostatecznie jednak to pobyt na emigracji w Czechosłowacji w latach 30. przybliżył Witosa do środkowoeuropejskich, ludowych idei federacyjnych. Istotne znaczenie miała tu jego znajomość i przyjaźń z Hodžą, który zresztą przyjaźnił się wtedy i podczas wojny z wieloma innymi polskimi ludowcami. Poprzez program antysanacyjnego Frontu Morges przewidującego ścisłą współpracę Polski z Czechosłowacją, idee Hodžy znalazły się w programach emigracyjnych rządów polskiego i czechosłowackiego w Londynie (mimo, że sam Hodža nie znalazł się w w czechosłowackim rządzie emigracyjnym i przegrał walkę o wpływy polityczne wśród emigracji czechosłowackiej). Koncepcja Hodžy stworzona była dla chłopskich narodów tej części Europy (Środkowej), nakreślonej przez ludowców jako obszar między Rosją, Niemcami a Włochami. Pod koniec wojny Polak, katolicki federalista Jerzy Braun dodał do krajów, z którymi Środkowa Europa graniczy jeszcze Turcję. (Do narodów chłopskich zaliczymy tu także Polaków i Węgrów, mimo równoczesnych szlacheckich tradycji tych narodów). Z koncepcji tej czerpali inspirację od początku II wojny światowej emigracyjni politycy, m.in. polscy, czechosłowaccy, jugosłowiańscy i greccy. Konfederacji polsko-czechosłowackiej oraz unii grecko-serbskiej (obie miały się później połączyć) nie udało się niestety zrealizować. Po wojnie, pod wpływem tych samych inspiracji, federację środkowoeuropejską starali się stworzyć środkowoeuropejscy komuniści. Sytuacja międzynarodowa we wszystkich tych przypadkach nie sprzyjała tym planom. Od tamtych czasów minęło dziesiątki lat. Obecnie ścisła współpraca państw tego regionu możliwa jest natomiast w ramach Unii Europejskiej.

 

3. Myślmy o przyszłości

Polska 2007 roku nie może zrezygnować z polityki historycznej, tym bardziej, że wszyscy wokół ją prowadzą. Polityka historyczna powinna zmierzać do wyjaśnienia spornych problemów z przeszłości oraz polegać na tworzeniu mocnych i przyjaznych fundamentów na przyszłość. Po stronie białoruskiej mamy kilka wykładni wydarzeń w obustronnych, polsko-białoruskich relacjach. Nie wszystkie są obiektywne. Jedną z nich jest półoficjalna białoruska interpretacja dziejów, według której pakt Ribbentrop-Mołotow, a szczególnie 17 września 1939 roku to wspaniałe karty historii Białorusi, a dzień napaści ZSRR na Polskę powinien zostać uznany Dniem Niepodległości. Natomiast Białoruś i Ukraina to ziemie rdzennie rosyjskie czy też zachodniorosyjskie. Na obecnej Białorusi obowiązuje nadal wykładnia o wyzwolicielskim pochodzie Armii Czerwonej we wrześniu 1939 roku, a represje ludności, które to wyzwolenie przyniosły, są przemilczane.8/ Okres niemal dwuletniego panowania radzieckiego to przede wszystkim deportacje na wschód ludności polskiej traktowanej jako przedstawiciele burżuazyjnego państwa i osoby nieproletariackiego pochodzenia. Następnie nastąpiła okupacja niemiecka, podczas której ci białoruscy działacze, którzy zajęli wysokie stanowiska w niemieckiej administracji cywilnej i policji, zamierzali budować Białoruś od Białegostoku do Smoleńska.9/ Te zamiary nie skończyły się zresztą dla nich pomyślnie .

Jest rzeczą oczywistą, że Polacy i Białorusini (także ci niewierzący) powinni usiąść przy jednym stole, posprzeczać się nieco w konstruktywny sposób i napisać swą wspólną historię (również tę o I Rzeczpospolitej). Przy czym 17 września jako święto narodowe to już gruba przesada! Tym bardziej, że pamiętamy, iż niektórzy Białorusini, zapoznawszy się z urokami władzy radzieckiej popadli w drugą skrajność; znaleźli się w formacjach wspierających armię hitlerowską. Nie byli w tym odosobnieni. Podobnie postąpili niestety niektórzy Estończycy, Łotysze, Litwini, Ukraińcy a nawet sami Rosjanie. I kto tu kogo wyzwalał? Wolność, ta prawdziwa, nie przychodziła w 1939 roku i w 1941 roku ani ze Wschodu, ani z Zachodu. W tej sytuacji, naturalną rzeczą byłoby powołanie polsko-białoruskiej historycznej komisji podręcznikowej. Ale czy to teraz możliwe? Wydaje się, że w tej chwili oczywistych przeszkód jest zbyt wiele. Można natomiast zawsze żywić nadzieję. Nie ulega natomiast żadnych wątpliwości, że oczekiwanie na demokrację na Białorusi oraz brak intensywnych kontaktów między władzami państwowymi Polski i Białorusi ogranicza współpracę gospodarczą i kulturalną, nie ułatwia obywatelom obydwu państw utrzymywanie kontaktów. Tracą na tym społeczeństwa obydwu krajów. Dla porównania, o wiele łatwiejszą i bardziej ludzką sytuację mają ci Węgrzy, których oddziela (a właściwie teraz, w Unii Europejskiej, już łączy) granica węgiersko-słowacka czy węgiersko-rumuńska.

W przypadku Białorusi łatwiej jest może pisać o historii niż analizować sprawy bieżące. Aktualna sytuacja na Białorusi i wokół tego państwa wydaje się nie poddawać rozsądnej analizie. Badania ankietowe pokazują-mimo rzekomej rusyfikacji i sowietyzacji-spadający wskaźnik poparcia Białorusinów dla połączenia z Rosją od 50% kilka lat temu, do 7% obecnie. Białoruś pozostaje jedynym tematem, w którym Rosja, USA i UE się zgadzają, jakkolwiek wiadomo, że motywacje są różne: ich celem jest usunięcie Łukaszenki.10/ Należy odnotować pogląd, że obecne geopolityczne usytuowanie Białorusi jest sztuczne. Wysuwane są zarzuty, że Rosji zależy na jeszcze większym podporządkowaniu jej sobie. Mowa jest-bez odwoływania się do analogii historycznych-o tym, że działanie te mają charakter strategiczny a nawet, że są podejmowane wspólnie z Niemcami, a cała polityka wobec Białorusi i opozycji na Białorusi uzgadniana i koordynowana jest przez Moskwę z Berlinem i Brukselą.11/ Krytykowana jest unijna pomoc na rzecz demokratyzacji Białorusi; polegać ma ona na przekazywaniu środków państwu pozostającemu w rękach reżymu, który zamiast demokratyzować kraj umacnia swą nad nim kontrolę.12/

Powstaje pytanie czy Polska, przy tak znaczących graczach na scenie międzynarodowej jak Rosja, USA, UE i Niemcy jest jeszcze w stanie współkształtować wymiar wschodni Unii Europejskiej, jak tego pragnie premier i rząd polski oraz S. Janowicz i inni Białorusini, którzy apelują o prowadzenie przez Polskę aktywnej polityki wschodniej. Pytanie jest zasadne, bo zmieniają się obecnie reguły gry, być może korzystniejsze dla Polski niż te dotychczasowe. Przyjęcie przez Polskę traktatu reformującego Unię Europejską wydaje się mieć fundamentalne znaczenie dla naszej pozycji w Europie i wobec naszych wschodnich sąsiadów. Pomoże nam rozwiązywać kluczowe problemy w polityce zagranicznej. Unia Europejska będzie odtąd, w większym niż dotychczas stopniu, prowadzić swą własną politykę zagraniczną, dzięki czemu zyska zdolność działania jako jeden aktor w sprawach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Będzie mogła skuteczniej ograniczać niemieckie i rosyjskie dążenia do hegemonii.13/ Chodzi tu oczywiście przede wszystkim o posunięcia utrudniające, omijającą Unię, niemiecko-rosyjską współpracę energetyczną i w ogóle rosyjską ekspansję energetyczną w Europie. Wszystko to nie oznacza, że stracą na znaczeniu dwustronne stosunki polsko-niemieckie (Niemcy to w końcu nasz przyjazny sąsiad i niezwykle ważne państwo w Unii Europejskiej) i stosunki polsko-rosyjskie. Niemniej jednak w wielu kwestiach Unia Europejska stawać się będzie coraz ważniejszym partnerem geopolitycznym Stanów Zjednoczonych i z nimi uzgadniać wspólne stanowiska w kluczowych sprawach świata. Nowe reguły zapobiegną w jakimś stopniu niebezpiecznym tendencjom do zawierania dwustronnych porozumień pomiędzy niektórymi członkami Unii a państwami spoza Unii (i nie dotyczy to wyłącznie umów między Niemcami a Rosją, ale m.in. także Polski). W tej nowej sytuacji polska dyplomacja powinna wskazywać, że polskie interesy są zbieżne z interesami Unii i Stanów Zjednoczonych. Dla Środkowej Europy oznacza to, że -tak jak dotychczas-interesy naszego regionu pozostają nadal polskimi interesami.

 


1/ Sokrat Janowicz, Rozmowa z Jerzym Chmielewskim, Nasze tysiąc lat, Orthdruk, Białystok 2000, Internet, s. 26
2/ European Values Survey 2000 oraz David Rotman „Value systems and social transformation in Belarus: between Moscow and Brussels, 2002”
3/ Polska-Białoruś, Problemy Sąsiedztwa, pod redakcją Henryka Chałupczaka i Elżbiety Michalik, Wydawnictwo UMCS, Lublin, 2005, s. 8-9 oraz w tym samym tomie: Sokrat Janowicz, Kilka uwag o stosunkach polsko-białoruskich, s.231-233
4/ Andrzej Piskozub, Niepodległa Białoruś z dostępem do morza, Białoruskie Zeszyty Historyczne nr 8, Internet
5/ Alfonsas Eidintas, Restoration of the state, Lithuania in European Politics, The Years of the First Republic 1918-1940, St. Martin's Press, New York, 1997, s 22 (Więcej na ten temat w pracy Raimundasa Lopaty, Lietuvos valstybingumo raida 1914-1918 (Rozwój państwowości litewskiej 1914-1918, Vilnius: Mintis, 1996)
6/ Eugeniusz Mironowicz, Białoruś, Trio, Warszawa 2007, s. 63
7/ Eugeniusz Mironowicz, Mniejszości narodowe w polskiej myśli politycznej przed II wojną światową, Białoruskie Zeszyty Historyczne nr 12, Internet
8/ Andrzej Poczobut, Białoruscy weterani chcą czcić sowiecką napaść 17 września, Grodno 08.09.2007, Gazeta.pl, Internet
9/ Eugeniusz Mironowicz, Stosunki polsko-białoruskie w XX wieku, Polska-Białoruś, Problemy Sąsiedztwa, s. 28
10/ Międzynarodowy Przegląd Polityczny, 3(15)2006, Państwa Zjednoczone a Unia Państw, Raport Pontis Foundation, s. 209-213
11/ Zianon Paźniak, Łukaszenka chce Kremla, Europa Środkowa, Europa, Tygodnik Idei, Nr 29 (172), 21 lipca 2007
12/ Stanisław Szuszkiewicz, Rosja wygrywa, Tygodnik Idei, jak wyżej
13/ Jadwiga Staniszkis, Unia ochroni nasze interesy, Fakt, 17-18 listopada 2007