PRL – CZY MNIE JESZCZE PAMIĘTASZ?

SZKIEŁKO I OKO - PZO

 

W mickiewiczowskiej balladzie “Romantyczność” mowa jest o szkiełku i oku mędrca i emocjach pewnej dziewczyny. Walkę romantyków z technokratami jednak wygrali ci ostatni, co stworzyło zapotrzebowanie na zastosowanie różnego rodzaju “szkiełek”. Produkcję ich podjęła w styczniu 1921 r. warszawska Fabryka Aparatów Optycznych i Precyzyjnych. Decydujący wpływ na szybki rozwój fabryki miały zamówienia dla potrzeb wojska. Wzrastające zapotrzebowanie na sprzęt optyczny zmusiło akcjonariuszy do rozszerzenia asortymentu produkcji i znalezienia odpowiedniej lokalizacji dla coraz lepiej radzącego sobie zakładu.

Pełną parą produkcja ruszyła w budynkach przy ul. Grochowskiej i Terespolskiej. W roku 1930 nastąpiło przekształcenie firmy w “Polskie Zakłady Optyczne”, a jako znak firmowy przyjęto litery PZO wpisane w kontury soczewki łącznie ze słowem “Warszawa”. Ten znak dobrze zapamiętali wszyscy ci, którzy przez cały okres Polski Ludowej kupowali aparaty i przyrządy optyczne produkowane przez zakłady na Pradze.

Już w okresie międzywojennym Polskie Zakłady Optyczne stały się wiodącym producentem w tej branży. W okresie wojennym zakłady przejęli Niemcy, a cała produkcja, którą wykonywano pod nadzorem firmy Zeiss-Jena, przeznaczona była na cele wojskowe. Tuż przed wyzwoleniem Pragi Niemcy rozgrabili majątek fabryki a budynki wysadzili w powietrze.

Tak jak w innych warszawskich fabrykach inicjatywę przejęli dawni pracownicy PZO, którzy już w październiku 1944 r. przystąpili do odgruzowania i odbudowy.. Specyficzna produkcja wymagała dłuższych zabiegów przy jej uruchamianiu, co nastąpiło w połowie 1945 r. w ocalałych pomieszczeniach przy ul. Kamionkowskiej. Już wtedy produkowano szkła okularowe, lusterka kieszonkowe, naprawiano maszyny biurowe i przeprowadzano remonty przyrządów geodezyjnych i optycznych. PZO stanęło na nogi, gdy zakończono odbudowę zrujnowanych pomieszczeń przy ul. Grochowskiej.

Szybki rozwój gospodarki narodowej spowodował wzrost zapotrzebowania na wszelkiego rodzaju urządzenia i aparaty precyzyjno-optyczne. Na rysownicach konstruktorów zaczęły pojawiać się coraz to nowe projekty wyrobów cenionych nie tylko przez odbiorców krajowych, ale i zagranicznych. Tylko w latach 1955 – 1970 r. produkcja wzrosła o 568, 6 proc., czyli sześciokrotnie, a okres rozwoju najbardziej dynamicznego nastąpił w okresie gierkowskim w latach siedemdziesiątych. W poszczególnych grupach asortymentowych produkcja obejmowała m.in. mikroskopy i wyposażenie laboratoryjne, przyrządy metrologii warsztatowej, przyrządy do analiz refraktometrycznych, przyrządy geodezyjne, sprzęt medyczny, obiektywy powiększalnikowe, projekcyjne i fotograficzne, sprzęt obserwacyjny, aparaty fotograficzne i sprzęt ciemniowy.

W szufladach wielu polskich domów spoczywają albumy z pożółkłymi zdjęciami wykonanymi aparatami “Druh” albo pierwszymi lustrzankami “Start”. Robiliśmy t zdjęcia przy każdej okazji: uroczystości rodzinnych, na wczasach, akademii zakładowych i na pochodach pierwszomajowych.

Wraz z dynamiką produkcji wzrastała liczebność załogi, W pierwszych latach powojennych w Polskich Zakładach Optycznych pracowało ok. 200 osób., w 1951 r. 1000, w 1955 r. 2000, po połączeniu z Warszawską Fabryką Motocykli (popularne wuefemki i skutery Osa produkowane na polskiej licencji także w Indiach) 5.000, w szczytowym okresie lat siedemdziesiątych PZO wraz z filią w Rzeszowie zatrudniały ok. 7000 osób.

Po wyzwoleniu najpilniejszym problemem społecznym było budownictwo mieszkaniowe. Fabryka starała się o przydziały mieszkań dla najbardziej potrzebujących oraz udzielała pomocy na przeprowadzanie remontów, z czasem budowano własne bloki mieszkalne i zorganizowano hotel robotniczy, wspomagano także budownictwo jednorodzinne, wiele mieszkań uzyskano na drodze umów patronackich zawartych między zakładem a spółdzielniami mieszkaniowymi. Ci, którzy w nich mieszkają, wiedzą, komu je zawdzięczają.

Zadbano także o rozwój własnej bazy wypoczynkowej. Początkowo były to wczasy pod namiotami na Mazurach a potem własne ośrodki campingowe. W Spychowie stworzono istny raj dla wędkarzy, w Broku nad Bugiem piękny, grzybny las i czyste powietrze stwarzały idealne warunki do regeneracji sił dla wczasowiczów z zatłoczonego miasta. Wkrótce też powstał ośrodek w nadmorskiej Łebie. O te skierowania nie było łatwo, bo zawsze było więcej chętnych niż miejsc do rozdysponowania.

Nie zapomniano także o dzieciach. Dla nich zorganizowano ośrodek kolonijny w Sępowie i w Kamieńczyku nad Liwcem. Dla chętnych do uprawiania sportu z prawdziwego zdarzenia wybudowano stadion “Orzeł”. Wiele emocji dawały mecze własnej drużyny grającej w III lidze, niejeden talent odkryto w działającej przy “Orle” szkółce kolarskiej. A ile emocji dawały imprezy dla starszych i młodszych z biegami w workach i wyścigach rowerowych.

Przez wiele lat PZO zaspakajały zapotrzebowanie gospodarki narodowej na sprzęt optyczny, rosły także wskaźniki eksportu. Przyszedł jednak czas, gdy reforma Balcerowicza postawiła dalszą egzystencję zakładów pod znakiem zapytania. Rynek zalały wyroby zagraniczne, którym stwarzano różne preferencje. Rodzimy producent przyciśnięty słynnym popiwkiem (podatek od ponadnormatywnych wynagrodzeń) i innymi obciążeniami szybko przestał być konkurencyjny. Można jeszcze było poszukać strategicznego inwestora, ale kolejni kierownicy przemysłu sprawą ratowania upadających przedsiębiorstw nie przejawiali większego zainteresowania.

Nic dziwnego, że Polskie Zakłady Optyczne wkrótce przestały istnieć, a po pustych halach fabrycznych hula wiatr. Załoga już dawno poszła na bruk, a o tereny zakładu, który podzielił los tysięcy polskich przedsiębiorstw, biją się dziś tylko spekulanci budowlani. W luksusowych apartamentowcach, które wkrótce tutaj powstaną, nie będą jednak mieszkać dawni pracownicy PZO - oni szukają pracy gdzie indziej lub zasilają wielomilionową rzeszę bezrobotnych, a ich dzieci emigrują z kraju.

Edmund Kęsicki

Ruch Odrodzenia Gospodarczego

(na podstawie relacji byłych pracowników PZO)

żródło: TRYBUNA z dn. 27-28.01.2007r.