|
7,4 mld dol. naszego deficytu w handlu z Rosją Drażnienie niedźwiedzia Polityka, prezydenta Kaczyńskiego, a ostatnio także premiera Tuska, przypomina anegdotyczne drażnienie niedźwiedzia przez zająca w nadziei, że ujdzie mu to bezkarnie, bo skoro śpiący niedźwiedź znosi to spokojnie, to obudzony również będzie potulny, zwłaszcza, że za plecami zająca stoi zwierzę jeszcze silniejsze od niedźwiedzia. Po zniesieniu embarga na polską żywność uznaliśmy, ze Rosjanie ugięli się pod presjąa naszej siły politycznej, jako członka Unii Europejskiej. Postanowiliśmy więc nie tylko kontynuować, ale wręcz nasilać nasze utarczki z Rosją. Z ekonomicznego punktu widzenia wygląda to na absurd, gdyż, pomimo transformacji, członkostwa w Unii Europejskiej i wielu innych przeobrażeń w powiązaniach ze światem, Polska jest nadal w poważnym stopniu uzależniona od Rosji. Znaczenie handlu wzajemnego dla Polski jest dwukrotnie większe niż dla Rosji. W imporcie Polski Rosja jest wciąż drugim najważniejszym partnerem z udziałem 9,6 proc. Udział Rosji w naszym imporcie energetycznym przekracza 90 proc. i w ostatnich latach, pomimo retoryki w postaci potrzeby uniezależnienia się od tego importu, zwiększył się on, a nie zmniejszył. Co więcej, ceny płacone przez Polskę za importowany gaz i ropę naftową nie są dla nas niekorzystne w porównaniu z innymi krajami. Możliwości znalezienia alternatywnych dostawców energii są wysoce ograniczone, transport drogą morską jest bardzo kosztowny, droższy o 40-50 proc. Nie mamy zresztą portów przeładunkowych dla tego typu dostaw. Nie mamy też rurociągów do transportu gazu i ropy naftowej, ani środków finansowych, by je zbudować. Po co więc podpiłowujemy gałąź, na której siedzimy? Upadek może być bardzo bolesny, a jego koszt horrendalnie wysoki. Stwierdzenie, iż Rosjanie muszą nam dostarczać gaz i ropę naftową, bo nie mają innych odbiorców, wygląda na żart i to w nie najlepszym stylu. Udział Rosji w naszym eksporcie jest ponad dwukrotnie mniejszy (4,3 proc) od udziału w imporcie (9,6 proc.). Nie chodzi przy tym wyłącznie o procenty, rzecz idzie też o zależność strukturalną rosyjskiej gospodarki od importu z polski. Zależność ta jest bliska zeru, ponieważ eksportujemy do Rosji towary, które można kupić wszędzie. Sa to na ogół wyroby przemysłowe powszechnego użytku, artykuły chemiczne, farmaceutyczne, niektóre maszyny i urządzenia. Do historii przeszła zależność rynku rosyjskiego od importu polskiej żywności; po kryzysie 1998 roku i perypetiach związanych z embargiem na import żywności z Polski w ostatnich latach udział artykułów rolno-spożywczych w całości polskiego eksportu do Rosji obniżył się do około 11 proc. Sztywna struktura polskiego importu z Rosji i całkowicie płynna struktura eksportu z Polski do Rosji sprawiają, że bilans handlu między obu krajami jest wysoce niezrównoważony. Obecnie jest on 14-krotnie wyższy niż w 1994 roku i wynosi 7,4 mld dolarów, stanowić rocznie prawie połowę całego naszego deficytu handlowego. Rosja zaliczyła Polskę w swoim długofalowym programie rozwoju stosunków gospodarczych z zagranicą do trzeciorzędowych partnerów, o najmniejszym znaczeniu dla gospodarki rosyjskiej, niepewnych politycznie, na których nie można polegać. To oczywiście decyduje o pozycji polskich eksporterów w Rosji, dla której polityka jest nadrzędnym czynnikiem determinującym relacje gospodarcze; nieprzyjazna polityka ogranicza współpracę gospodarczą, stosunki przyjacielskie mogą tę współpracę wspomagać. To nam wyjaśnia, dlaczego kraje zachodnioeuropejskie w niezwykle wyważony sposób reagują na różnego typu ekscesy polityków rosyjskich. Są to na ogół połajanki słowne, nic nie znaczące dla obu stron. Istnieje bowiem obawa, ze każde nierozważne słowo może kosztować utratę miliardowych kontraktów handlowych bądź inwestycyjnych. Rosyjski system podejmowania decyzji gospodarczych, w tym także z zakresu współpracy z zagranicą, jest niezwykle skomplikowany. Decyzje strategiczne, długofalowe, są podejmowane przez najwyższe organy państwowe - i to nie tylko gospodarcze, lecz także polityczne. Kraje przychylnie ustosunkowane do Rosji nagradzane są lukratywnymi kontraktami, kraje nieprzyjazne muszą się obejść smakiem. Tak samo jest w terenie. Gubernatorzy doskonale wiedzą, który kraj jest "na fali" i z którym warto współpracować. Decyzje bieżące, czysto handlowe; zależą na ogół od konkurencyjności ofert, a więc cen, jakości i nowoczesności wyborów. Tu nasze przedsiębiorstwa mogą łatwiej pokonać konkurentów. Sąsiedztwo Polski i Rosji, długie tradycje współpracy gospodarczej od Królestwa Polskiego począwszy, komplementarne struktury gospodarcze i wiele innych czynników sprawiają, ze Polska powinna być pomostem w handlu między Europą Zachodnią a Rosją. Mogłoby tak być, gdyby stosunki polityczne między obu krajami nie były wrogie. Polska nie może stać w rzędzie najzacieklejszych wrogów Rosji, walcząc przy tym nie o swoje racje, lecz racje krajów trzecich. Staramy się "dołożyć" Rosji pod byle pretekstem; najpierw było nim poparcie dla Czeczenów, potem poparcie dla zachodniej Ukrainy - tej, która notabene ma ręce splamione polską krwią - teraz przyszła pora na bezgraniczne poparcie dla Saakaszwilego, który - jak twierdzi OBWE - pierwszy, i to w nocy, zaatakował śpiącą Południową Osetię. Ile nas to będzie kosztować dziś, jutro, za rok, pięć lat, dziesięć? Cechą Rosjan jest pamiętliwość, tak zawsze było. Odreagowując otrzymane ciosy naciskali oni odpowiednie klawisze po latach, zaskakując wszystkich. Moim zdaniem prezydent Kaczyński cierpi na fobię antyrosyjską. Nie wiem nawet dlaczego, bo przecież nikt z jego bliskich nigdy bezpośrednio nie ucierpiał od Rosjan. Taką fobię mógłbym przejawiać osobiście, choćby dlatego, że ojciec odsiedział ponad 10 lat w łagru syberyjskim w Workucie. A jednak staram się unikać takich uprzedzeń i myśleć racjonalnie. Gdy mowa o stosunkach międzynarodowych. Życzę tego prezydentowi. Paweł Bożyk |