Maksymilian Podstawski

Warszawa, 21 Lutego 2009

Jaka przyszłość Polski i Europy Środkowej?

Snucie rozważań o przyszłości jest zawsze ryzykowne. Szczególnie wówczas, gdy ujawnia się własne zamiary. Rozważania takie są jednak nieodzowne, bo z kolei bez planu i busoli wiatry historii zapędzić mogą naszą środkowoeuropejską łódź, w której wszyscy jesteśmy, w niepożądanym kierunku, do obcego brzegu.

I oto dowiedzieliśmy się jaka będzie polityka Stanów Zjednoczonych wobec Polski i Europy Środkowej przez następne 20-30 lat. Wyjaśnia to George Friedman w wywiadzie udzielonym Piotrowi Zychowiczowi, zamieszczonym w Rzeczpospolitej z 22 listopada 2008 roku, pt. “Nowe mocarstwo na Wisłą”. Interesy Polski i USA się pokrywają. Tych czytelników gazet, którzy na bieżąco i pilnie śledzą losy tarczy antyrakietowej w Europie Środkowej Friedman wyprowadza z błędu; tarcza to sprawa mało istotna i dla przyszłości naszego regionu nie ma większego znaczenia. Stwierdził on, że Polska w obliczu Rosji, nie mając innego wyboru, musi stawiać na Amerykę. Białoruś i Ukraina znajdą się w ciągu najbliższych lat całkowicie pod dominacją Rosji, która powróci nad Polską granicę. Stany Zjednoczone przegrały na Ukrainie pojedynek z Rosją, odbudowującą swą imperialną potęgę i rozpoczynającą ekspansję na Zachód. Według Friedmana Polska znajduje się w wyjątkowo newralgicznym punkcie, między Rosją a Europą Zachodnią i jest dla Stanów naturalnym sojusznikiem oraz jedynym krajem będącym w stanie powstrzymać rosyjskie ambicje. USA nie mogą dopuścić do powstania sojuszu Europy Zachodniej z Rosją, gdyż “byłaby to zbyt potężna kombinacja”. A taki sojusz stworzyć mogą Niemcy, którzy nie są “antyrosyjska siłą”. Stany pragną zatrzymać Rosję w Europie Środkowej na linii Karpat. W tym regionie strategicznym sojusznikiem USA stanie się Polska. Podobnie, jak było to w przypadku Niemiec po zakończeniu II wojny, a następnie Izraela, Korei Południowej i Japonii. Strategia amerykańska polegała będzie na zbudowaniu potężnej polskiej gospodarki i gigantycznym transferze technologii wojskowych do Polski. Im silniejsza jest Rosja, tym silniejsza powinna być Polska. Amerykanie muszą odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zneutralizować Rosję bez podejmowanie własnego ryzyka. Dlatego przeznaczą wielkie nakłady na rozwój Polski. Kiedy Polska stanie się silniejsza, wówczas będzie liderem Europy Środkowo-Wschodniej. Wtedy Czechy, Słowacja, Węgry, państwa bałtyckie i Bałkany, (W tej definicji Europy Środkowo-Wschodniej brak Ukrainy i Białorusi, a także Mołdowy i Naddniestrza, M.P.) które dotąd spoglądały na Niemcy, jako motor regionu, zwrócą się w stronę Polski. Polska powróci do roli lidera w regionie, do roli jaką odgrywała I Rzeczpospolita. Wojna w Gruzji podważyła wiarygodność NATO, a kryzys finansowy wiarygodność Unii Europejskiej. (Dlaczego tylko Unii, a nie Stanów? Bo USA wyjdą z kryzysu obronną ręką a Unia nie? M.P.). Zbliżenie państw Europy Środkowej dokonywało się będzie początkowo na płaszczyźnie gospodarczej, a z czasem, gdy zagrożenie ze strony Rosji wzrośnie, a NATO zacznie słabnąć, nawiązane mogą zostać w regionie jakieś bliższe więzi militarne, a następnie polityczne, przy czym ustrojowa forma tego tworu nie jest istotna. Polska i kraje wokół niej skupione nie będą w stanie w razie konfliktu poradzić sobie z Rosją i potrzebować będą pomocy USA. Przyszły konflikt polsko-rosyjski nie będzie miał jednak charakteru militarnego, lecz przypominał będzie raczej zimną wojnę. Ostatecznie Rosja nie wytrzyma rywalizacji z USA. Podczas, gdy Polska rosnąć będzie w siłę, Rosja będzie stopniowo słabnąć; gnębić ją będą kłopoty demograficzne, trudności gospodarcze i inne. Obecna “żywotność” Rosji, to tylko pozory. Pod powierzchnią występują tam te same objawy, które doprowadziły do upadku ZSRR. “A w obliczu załamania Rosji, Polska może rzeczywiście skorzystać terytorialnie”. (To stwierdzenie padło w odpowiedzi na pytanie dziennikarza i aż prosi się o komentarz: Czużaja ziemlja nam nie nużna!, M.P.) Dla Rosji siłą odstraszania będzie amerykański potencjał nuklearny, z tym, że Friedman nie przewiduje na szczęście użycia broni jądrowej. Polacy nie dostaną pocisków nuklearnych, ale potężne lotnictwo z precyzyjnie sterowanymi pociskami, doskonałe systemy przeciwpancerne i samoloty bezzałogowe najnowszej generacji. Przyszła Polska (i Europa Środkowa) mieć będzie przewagę nad Rosją, bo stać za nią będzie przemysł zbrojeniowy USA. Przy czym Polska jako mocarstwo miała będzie poważniejsze zmartwienie niż zmartwienie Rosją. Oto nową potęgą w Europie stanie się w XXI wieku Turcja. Friedman przewiduje konflikt Europy Środkowej z Turcją na Bałkanach. Można tu odnieść wrażenie, że Turcja przestanie być w przyszłości sojusznikiem Stanów i Izraela. W ogóle w całym rozumowaniu Friedmana nie chodzi tylko o Rosję, jako ewentualnego przeciwnika Polski, Europy Środkowej i Stanów, ale także o Turcję. W dalszym swym wywodzie Friedman stwierdza, że w przeciągu kilku najbliższych dziesięcioleci siły Niemiec i Rosji się zmniejszą i powstanie próżnia, w której pojawić się musi jakiś nowy gracz. Wniosek wywiadu: Polska albo stanie się potęgą, albo straci niepodległość. Ta konkluzja, jak się wydaje, nie do końca przystaje do aktualnych realiów. Większość przemyśleń Friedmana dokonana zostały wyraźnie przed kryzysem finansowo-gospodarczo-społecznym; nie bierze on pod uwagę faktu, że w rezultacie kryzysu słabnie nie tylko Rosja, ale także Stany Zjednoczone, gdzie kryzys się zaczął. Słabną także Niemcy i i Unia Europejska. Nie wiadomo też jak kryzys się zakończy, czy Stany wyjdą z niego “z tarczą” i kiedy to nastąpi. I czy nie leży w interesie całego globu jak najszybsze wyjście z kryzysu.

Czy ta wizja Friedmana i Stratforu dla Polski i Europy Środkowej jest realna? W zasadzie tak, ale z zastrzeżeniami i uwagami. Polska musi pozostać lojalnym członkiem Unii Europejskiej i w polskim interesie leży integracja europejska oraz powstanie sprawnej dyplomacji unijnej. Nie leży oczywiście w interesie polskim, aby Niemcy, Francja, Włochy czy jakikolwiek inny kraj unijny dogadywał się ponad naszymi głowami z Rosją. Dlatego więcej uwagi z polskiej strony należy poświęcić Brukseli, jako stolicy i centrum biurokratycznemu Unii. Bruksela powinna uwzględniać interesy wszystkich członków. Stany Zjednoczone i Bruksela powinny ze sobą współpracować i uzgadniać niektóre decyzje, jak chociażby te dotyczące prób jednoczenia Europy Środkowej. Na zjednoczeniu Europy Środkowej zależeć powinno nie tylko Stanom, ale i Unii, która zresztą nigdy nie sprzeciwiała się współpracy środkowo-europejskiej, a często do takiej współpracy zachęcała. Powstanie jakiejś formy powiązań między państwami środkowoeuropejskimi ułatwi proces decyzyjny w samej Unii, na czym skorzystają wszyscy członkowie. Zjednoczenie Europy Środkowej nie może być skierowane przeciwko komukolwiek; ani przeciwko Unii, ani przeciwko Stanom, ani przeciwko Rosji czy Turcji. Wszyscy federaliści środkowoeuropejscy opowiadali się kiedyś za zjednoczoną Europą, przy czym do połączonej Europy miała wejść zjednoczona wcześniej Europa Środkowa; obszar między Niemcami, Rosją, Włochami i Turcją. Historia potoczyła się inaczej, co wcale nie oznacza, że na zjednoczenie Europy Środkowej w ramach Unii jest już za późno. W większości państw środkowoeuropejskich znaleźć można kilku, lub nawet więcej mężów stanu, historyków, uczonych i myślicieli, którzy za takim zjednoczeniem się opowiadali w przeszłości (zwolenników współpracy naszego regionu jest także wielu wśród działaczy współczesnych). Do wyjątków wydaje się należą: Białoruś i Ukraina. W krajach tych (a także na Litwie) inaczej niekiedy niż w Polsce ocenia się epokę Jagiellonów i I Rzeczpospolitą. W tej ocenie swoją negatywna rolę odegrała polityka i historiografia niemiecka oraz rosyjska i radziecka. Dlatego jeżeli mowa obecnie o współpracy środkowoeuropejskiej, to trzeba jasno powiedzieć, że nie ma powrotu ani do Jagiellonów i I Rzeczpospolitej, ani do Habsburgów. Jest to przecież zupełnie niemożliwe. Wiedzą o tym zarówno entuzjaści, jak i krytycy tych epok. Trudno natomiast przejść obok wspólnej historii narodów tego regionu i jego tożsamości chociażby w sferze kultury, ale nie tylko. Tożsamość ta wynika zarówno ze spuścizny jagiellońskiej i habsburskiej, jak i z walki o prawa narodowe w XIX wieku (do I wojny światowej) oraz wspólnego, gorzkiego losu od zakończenia I wojny. Narodowych interesów państw naszego regionu skutecznie bronić można tylko wspólnie. Prawda ta powtarzana przez kolejne pokolenia środkowoeuropejskich federalistów jest aktualna i pozostanie taką nadal. Przykładem aktualnym jest energetyka, gdzie z jednej strony Unia Europejska wymusza na naszych krajach (słuszne skądinąd, ale dosyć wątpliwe w warunkach kryzysu) wysokie standardy środowiskowe, a Rosja szantażuje gazem. Europa Środkowa ma natomiast wystarczającą ilość węgla i mogłaby z niego produkować czystą energię (ma również gaz, z którego w wystarczającym stopniu nie korzysta).

Friedman stwierdza, że dla Ameryki sojusz między Europą Zachodnią a Rosją, stworzony w dodatku przez Niemcy, jest niedopuszczalny. A czy taki sojusz stworzony przez Brukselę, a więc całą Unię, byłby dla USA dopuszczalny? Jeżeli w dodatku uczestniczyły by w nim Stany Zjednoczone? Pytania te biorą się stąd, że od dawna niektóre dalekosiężne interesy Stanów i Rosji są zbieżne. Jednym z wielu przykładów na poparcie tej tezy jest spotkanie w Soczi w kwietniu 2008 roku prezydenta Busha i prezydenta Putina, podczas którego nakreślony został program współpracy między Rosją a USA mający sprostać długofalowym wymaganiom ładu światowego. Niezależnie od tego kto jest prezydentem Stanów i jaką partię reprezentuje, amerykańską politykę zagraniczną charakteryzuje ciągłość. Świadczą o tym wypowiedzi byłych sekretarzy stanu: George'a P. Schultza, Henry Kissingera, Zbigniewa Brzezińskiego oraz zamiary Baracka Obamy, obecnego prezydenta Stanów. Niezwykle przyjazny Polsce i stale ją komplementujący Daniel Fried nie pozostawia cienia wątpliwości: “Liczę, że będziemy (czytaj: USA i Polska) współpracować z Rosją, chroniąc nasze narody przed bronią masowej zagłady, która mogłaby dostać się w ręce krajów rozbójniczych lub terrorystów”. Warto w tym kontekście przytoczyć także wcześniejszą wypowiedź Kissingera i Shultza dotyczącą chyba nie tylko Gruzji:Stanom nie zależy na tym, by sąsiedzi Rosji uprawiali wobec tej ostatniej konfrontacyjną politykę” oraz ”...dzisiaj fundamentalne interesy USA, Europy i Rosji są bardziej zbieżne ... niż kiedykolwiek w najnowszej historii. Takiej okazji zmarnować nie możemy”.

Friedman wydaje się nie podzielać do końca poglądu, że fundamentalne interesy USA, Europy i Rosji są zbieżne. W każdym razie, jeżeli nawet są częściowo zbieżne, to koordynować te interesy pragną Stany. Na to nie godzi się Rosja, która stara się odzyskać swoją uprzednią pozycję na scenie międzynarodowej. Friedman określa to doktryną Miedwiediewa. Według niej świat powinien być wielobiegunowy. Świat jednobiegunowy, w którym Stany Zjednoczone podejmują wszystkie decyzje, jest z kolei dla Rosji nie do przyjęcia. Rosja zainteresowana jest obszarem postradzieckim i przyjaznymi stosunkami z państwami na tym obszarze. Obce ingerencje podminowujące prorosyjskie reżymy w tych regionach będą traktowane przez Rosję jako zagrożenie dla jej “szczególnych zainteresowań”. Ponadto Rosja będzie bronić interesy Rosjan, gdziekolwiek by oni nie byli. (Jak wiadomo mniejszość rosyjska obecna jest we wszystkich byłych republikach radzieckich, M.P.). Friedman uważa, że Unia Europejska nie ma ani siły, ani woli aby przeciwstawić się Rosji. Rosja tworzy nową strukturę na geograficznym obszarze ZSRR. Centrum tej struktury jest Moskwa. Stany Zjednoczone obawiają się antyamerykańskiego zaangażowania Rosji w świecie islamu. Jest to zagrożenie nowe. USA nie mając wystarczającej siły, aby uporać się z dwoma zagrożeniami; islamskim i rosyjskim, muszą wybrać jedno z nich. Jest tylko kwestią czasu, kiedy Ameryka wycofa się ze świata islamu. Chaos jaki nastąpi wówczas w świecie islamu nie powinien stanowić zagrożenia globalnego. Takim globalnym zagrożeniem i bezpośrednim niebezpieczeństwem dla amerykańskich interesów stać się może natomiast Rosja.

Friedman nie stawia tu “kropki nad “i”, którą powinna być konstatacja, że tak rozumiane przeciwstawienie się globalnemu zagrożeniu rosyjskiemu jest równocześnie obroną interesów amerykańskich w świecie islamu. W świetle tych rozważań, koncepcja Friedmana budowy zjednoczonej Europy Środkowej pod kierunkiem Ameryki ma ostrze antyrosyjskie. Na ile ta koncepcja jest realna pokaże już najbliższa przyszłość, bo w gruncie rzeczy Amerykanie będą robili wszystko aby z Rosjanami dojść do porozumienia. Tym bardziej, że “dzisiaj fundamentalne interesy USA, Europy i Rosji są bardziej zbieżne niż kiedykolwiek w najnowszej historii”, a takiej okazji Ameryka nie zmarnuje. Z polskiej strony należy zwrócić uwagę, że w tej sytuacji łatwo poświęcić interesy Europy Środkowej dla dobra stosunków USA-Rosja. Dlatego strategia Stanów i całego Zachodu wobec Rosji powinna być przyjazna, ale dwutorowa; polegać na współpracy w przypadku respektowania przez Rosję określonych norm i zdecydowanej obronie członków przed ewentualnymi rosyjskimi groźbami. Jeżeli zaś chodzi o ostrze antytureckie, planowanej przez Friedmana Europy Środkowej, to wypada przypomnieć, że wictoria wiedeńska nie wyszła I Rzeczpospolitej na zdrowie. Sto lat po niej kraje chrześcijańskiej Europy wykazały wobec I Rzeczpospolitej czarną niewdzięczność. Należy mieć nadzieję, że Polska utrzyma w przyszłości tradycyjnie dobre stosunki z Turcją i nie ucierpi na tym integralność Europy Środkowej. Nie ucierpią na tym także interesy naszych sojuszników.

Europa Środkowa posiada niewątpliwie wspólne interesy i konieczna jest jej współpraca, a nawet zjednoczenie. Powinno się ono jednak dokonać w ramach Unii Europejskiej i zgodnie z jej prawami, przy czym wsparcie amerykańskie będzie tu konieczne. Bez niego proces się nie powiedzie. Należy sądzić, że Ameryka nie udzieli tego wsparcia bezinteresownie. Jakąś cenę trzeba będzie zapłacić. Można się domyślać, że taką ceną będzie wysiłek militarny, oby nie podobny do tego w Iraku! Tak jak chce Friedman, proces jednoczenia Europy Środkowej będzie długotrwały, a w obliczu problemów z jakimi świat zmierzy się za 30 lat (m.in. wysychające na całym świecie zasoby ropy naftowej i gazu, słabnąca Rosja ze swymi kłopotami demograficznymi, Chiny u wrót Rosji), wizja zjednoczonej Europy Środkowej w ramach Unii oraz Rosji jako pełnoprawnego członka zachodniej wspólnoty, stanie się pożądaną rzeczywistością. Rosja skłonna będzie wówczas uścisnąć wyciągniętą do niej dłoń Zachodu. Już teraz odzywają się na Zachodzie głosy nie tylko dotyczące ewentualnego wejścia Rosji do Unii Europejskiej, ale nawet włączenia jej do NATO. Za zaproszeniem Rosji do NATO opowiada się np. brytyjski futurolog Ray Hammond.

A co jeśli NATO – jak przewiduje Friedman – będzie coraz słabsze. Wówczas – jak się wydaje – pozostaną więzi militarne między państwami środkowoeuropejskimi oraz militarne dla nich poparcie ze strony Stanów Zjednoczonych. W chwili obecnej USA - jak należy sądzić chwilowo - . “wycofują się” z Ukrainy. Po spodziewanym wyklarowaniu się sytuacji politycznej na Ukrainie, Stany potrzebują zapewne nieco czasu, aby na nowo sprecyzować swą politykę wobec tego kraju. Na Ukrainie – przyznaje Friedman – odnotowujemy porażkę polityki Stanów. Jak wiemy, w tym samym jednak czasie Unia Europejska realizuje polsko – szwedzką koncepcję polityki wschodniej. W tym kontekście wypada przypomnieć, że Rosja nie sprzeciwia się wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej. To sama Ukraina nie jest do tego gotowa.. Ewentualne rozszerzenie Unii o Ukrainę nie ma i nie powinno mieć przy tym nic wspólnego z antyrosyjskością. W końcu – jak zauważa często Zbigniew Brzeziński – zarówno Rosja, jak i Ukraina są integralną częścią zachodniej cywilizacji. A Jan Paweł II mówił o Rosji jako o wschodnim płucu chrześcijaństwa. Byłoby dlatego kardynalnym błędem Zachodniej Europy, aby jakiekolwiek przyszłe zbliżenie unijno – rosyjskie skierowane było przeciwko Stanom Zjednoczonym, bo dalekosiężne interesy (nie tylko Stanów i Rosji), ale wszystkich państw na obszarze od Władywostoku do Vancouver są zbieżne. W tej chwili jest to widoczne bodaj najbardziej w związku z zagrożeniem terrorystycznym.

Idea środkowoeuropejska jest niewątpliwie ideą wspaniałą i godną poparcia. Perspektywa 30 lat jest jednak dość daleka. A tak na razie to mamy kryzys finansowo-gospodarczy na świecie, który zaczął się w Stanach Zjednoczonych i który dotyka coraz bardziej Polskę i Europę Środkową. Może skończy się to u nas tylko spowolnieniem gospodarczym, a nie kryzysem, bo kryzys finansowo-gospodarczy łatwo może się przeistoczyć w kryzys społeczny, który w tym momencie jest Polsce najmniej potrzebny. Kryzys ten jest nieudanym wykwitem neoliberalnej i neokonserwatywnej myśli ekonomicznej, przede wszystkim amerykańskiej, a sam Pan Friedman, przy ogromnym szacunku dla jego dorobku, mieni się konserwatywnym republikaninem. Trzeba mieć dlatego bardzo głęboką wiarę i nadzieję, że idea środkowoeuropejska w wydaniu konserwatywnym nie skończy tak, jak neoliberalizm w gospodarce. Tym bardziej że w koncepcji Friedmana kładzie się przesadny nacisk na sprawy militarne, podczas gdy Europę Środkową połączyć mogą (w ramach Unii) przede wszystkim interesy gospodarcze, a następnie polityczne. Tutaj należałoby dostrzec potrzebę przyszłej aktywnej roli dyplomacji państw środkowoeuropejskich. Polska wysoka kultura, o której z takim uznaniem wyraża się Friedman, to o wiele za mało by region zjednoczyć. Można i trzeba natomiast mówić o tożsamości kulturalnej Środkowej Europy jako czynniku jednoczącym region. Na szczęście jest też coś takiego, jak kontynuacja i trwałe, pozytywne elementy w amerykańskiej polityce zagranicznej i do nich chciałoby się zaliczyć stałe polityczne cele oraz intencje Stanów Zjednoczonych w Europie Środkowej. Wraz ze zwycięstwem demokratów i uzyskaniem prezydentury przez Baracka Obamę krystalizuje się na co najmniej 4 lata zagraniczna polityka USA. Stany Zjednoczone odegrały pozytywną i wiodącą rolę w ukształtowaniu politycznego oblicza Europy Środkowej podczas I wojny światowej i po I wojnie. Gorzej z tym było w czasie II wojny. Wówczas wielkie mocarstwa zgodziły się na strefy wpływów. Po roku 1989 architektura Europy Środkowej tworzona jest ponownie z decydującym udziałem Ameryki. Ważne znaczenie odgrywa i odgrywać tu powinna także Unia Europejska, ale trudno przecenić też przyszłą rolę i możliwości Stanów Zjednoczonych w procesie zmian w regionie.

Jeszcze przed zaprzysiężeniem Baracka Obamy, na temat polityki zagranicznej nowego Prezydenta wypowiedział się w Lublinie, na spotkaniu w Wyższej Szkole Ekonomii i Innowacji amerykański dyplomata Craig Conway. Stwierdził, że w Stanach Zjednoczonych istnieją dwie wielkie partie i aż trzy tendencje polityczne. Dwie z tych tendencji pokrywają się z ideami demokratów (radykalny liberalizm) i republikanów (wolnorynkowy konserwatyzm). Ostatnia tendencja to postępowy, współczujący konserwatyzm. To trzecia droga, o której mówił kiedyś Bill Clinton. Takim postępowym, współczującym konserwatystą jest w gruncie rzecz - zdaniem Conwaya – Obama. “Bush zdradził konserwatyzm, bo wykorzystał walkę z terroryzmem do ograniczenia w Stanach swobód obywatelskich”. Obama ma odejść od wojen i skupić się na dyplomacji. Starać się będzie przyciągnąć do współpracy światowe potęgi: Unię Europejską, Rosję, Japonię, Chiny oraz Indie. Mają one wspólne sprawy do załatwienia: walkę z terroryzmem, zapobieżenie proliferacji broni jądrowej, przeciwdziałanie epidemii chorób i globalnemu ociepleniu. Stany mogą pozostać nadal światowym liderem, ale muszą jednocześnie uznać rangę pozostałych mocarstw, tak jak widzieli to Bush senior i Henry Kissinger. Wspierać będą nadal rozwój demokracji w świecie, ale rozwój ten ma być wolny, organiczny i stopniowy.

Przedstawiony powyżej kierunek polityki zagranicznej USA potwierdziła Pani Hilary Clinton, nowy Sekretarz Stanu 13 stycznia w Senacie. Zapowiedziała przede wszystkim zakończenie wojny w Iraku, wzmocnienie sił amerykańskich w Afganistanie oraz działania zmierzające do zbudowania trwałego pokoju na Bliskim Wschodzie. Powiedziała, że Waszyngton kierował się będzie pragmatyzmem, a nie ideologią i środki dyplomatyczne, a nie militarne postawiła na pierwszym miejscu. Pierwszą okazją do szerszego zaprezentowania polityki amerykańskiej, już po zaprzysiężeniu Obamy 20 stycznia, było wystąpienie Wiceprezydenta Joe Bidena na 45. Międzynarodowej Konferencji dot. Bezpieczeństwa w Monachium {07.02.2009). Potwierdził on, że pierwszym narzędziem polityki amerykańskiej będzie dyplomacja. Dla przyszłości Europy Środkowej ważne są m.in. te akcenty przemówienia Bidena, które dotyczą relacji z Rosją. Stany konsultować będą swą politykę z NATO i Rosją. Wyrażając poparcie dla wysiłku obronnego UE oraz współpracy NATO-UE, Biden wyraził zaniepokojenie pogorszeniem stosunków z Rosją niektórych członków Sojuszu. Zwrócił uwagę, że jest wiele obszarów, w których NATO i Rosja mogą współpracować. “Nasi rosyjscy koledzy ostrzegali nas od dawna przed rosnącym niebezpieczeństwem ze strony talibów i Al-Kaidy w Afganistanie. Obecnie NATO i Rosja mogą współpracować w celu pokonania wspólnego wroga”. USA i Rosja maja ponadto szczególne zobowiązania odnośnie zmniejszenia zagrożenia nuklearnego w świecie. Oba kraje mogą się nie zgadzać, ale nadal współpracować tam, gdzie ich interesy są zbieżne. Dla Europy Środkowej natomiast niezwykle ważne jest podkreślenie przez Bidena, że niezależnie od zamiaru współpracy z Rosją, Stany nie uznają niepodległości Abchazji i Osetii. I nie uznają stref wpływów! “Uważamy, że suwerenne państwa mają prawo do podejmowania własnych decyzji i wyboru swych sojuszy”.

Kraje Europy Środkowej dowiodły w Unii Europejskiej, chociażby na przykładzie kompromisu dot. pakietu klimatyczno-energetycznego, że solidarność naszego regionu w sprawach, w których ma on podobne interesy, jest możliwa. Poparcie państw naszego regionu uzyskała szwedzko-polska inicjatywa Partnerstwa Wschodniego. Stała się ona także inicjatywą ogólnounijną. Republika Czeska jako pierwsza z wyszehradzkiej czwórki sprawuje przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej. Priorytetem czeskiej prezydencji jest Partnerstwo Wschodnie oraz wzmocnienie europejskiej solidarności energetycznej. Polska sprawować będzie przewodnictwo w Unii w II poł. 2011 roku. Przed nami przewodnictwo w Unii obejmą Węgry. Znaczenie Grupy Wyszehradzkiej w Unii rośnie. Polska przewodnicząc obecnie w Grupie stara się pogłębić współpracę w ramach tego forum. Z państwami wyszehradzkimi, bałtyckimi, Rumunią i Bułgarią łączą nas nie tylko zbliżone doświadczenia, ale wspólne interesy w ramach Unii. Stosunkowo nowym, ale bardzo przyszłościowym elementem w polskiej polityce zagranicznej jest współpraca dyplomatyczna ze Szwecją, która także (po Czechach) obejmie wkrótce przewodnictwo w Unii (od 1 lipca br.).

Kadencja prezydenta Baracka Obamy daje Polsce (i Europie Środkowej) nadzieję na odnowienie zachodniego przymierza oraz pozycji Stanów Zjednoczonych jako mądrego i demokratycznego lidera. W polityce amerykańskiej widoczny jest zwrot od unilateralizmu do multilateralizmu. A Polska w swej polityce pragnie kierować się duchem negocjacji, a nie konfrontacji. Minister Sikorski zakończył swe przemówienie w Sejmie 13 lutego zdaniem: “Jestem przekonamy, że nie trzeba będzie czekać następnych 20 lat, aby przyszły minister spraw zagranicznych Polski mógł traktować jej przynależność do czołowych państw świata za coś naturalnego i oczywistego”. Myśl w tym zdaniu zawarta współbrzmi zarówno z prognozami Friedmana dotyczącymi przyszłej ścisłej współpracy państw Europy Środkowej, jak i miejsca Polski wśród przyszłych najważniejszych państw świata. Według Friedmana USA utrzymają dominującą globalnie rolę w XXI wieku, a do roli głównych graczy na światowej scenie urosną: Polska, Turcja, Meksyk i Japonia. Podkreśla się równocześnie, że zależności gospodarcze między Zachodem a Rosją są tak głębokie, że nie sposób wyobrazić sobie długotrwałego konfliktu między UE czy nawet Stanami Zjednoczonymi a Rosją. Powiązania te mają jednak istotne znaczenie przede wszystkim dla Rosji, gdyż to kraje UE są głównym źródłem dewiz dla rosyjskiego budżetu. Ceny na ropę i gaz spadają. Problemem Rosji jest więc także recesja na Zachodzie; Europa weryfikować będzie zawarte kontrakty.

(Konieczna jest tu uwaga: Za około 50 lat nie tylko zasoby rosyjskiej ropy i gazu zostaną wyczerpane, albo będą bliskie wyczerpania. Podobnie sytuacja wyglądać będzie z bliskowschodnią ropą naftową i gazem. Jakie to będzie miało znaczenie dla całego świata? To oddzielne, poważne zagadnienie. Friedman uważa, że przyszłością energetyki jest energia słoneczna, która zaspokoi potrzeby Stanów Zjednoczonych i świata. USA mają zostać wiodącym państwem w jej opanowaniu).

Jak zachowywać się będą władze rosyjskie w przypadku pogłębiającego się kryzysu w Rosji i wzrostu niezadowolenia społecznego? Wydaje się, że ich polityka w stosunku do opozycji okaże się bardzo represyjna, co skomplikować może relacje Rosji z Zachodem. Wprowadzając twardy kurs wewnątrz kraju rząd rosyjski, przy słabości ekonomicznej oraz innych trudnościach państwa, będzie elastyczny, skłonny do rozmów, uruchomiając w pełni to co Rosja tradycyjnie ma najlepsze: swą dyplomację. Rosja prawdopodobnie (w tym wariancie) zmieni ton na łagodny. Skończy się krótkotrwały proces formułowania antyzachodniego wektora rosyjskiej polityki jako sposobu na konsolidację systemu politycznego i budowania nowej, postradzieckiej tożsamości narodowej. Kłopot w tym że ten wektor ma - jak na razie - poparcie większości Rosjan. Zachód nie może zrazić do siebie tej większości a tożsamość rosyjska powinna się kształtować na przeświadczeniu o nierozerwalnych więziach Rosji z Zachodem. Gorzej jeżeli polityka rosyjska w świecie okaże się przedłużeniem represyjnej polityki wewnętrznej. Obowiązujący dotąd dość umiarkowany rosyjski ton na zewnątrz, w każdej chwili może ulec zmianie. Świadczyć o tym mogą nawet drobne, z pozoru nic nie znaczące, incydenty. (Pozostańmy przy Europie Środkowej). Na konferencji prasowej w Moskwie, po rozmowach unijnej “troiki”, tj. Karela Schwarzenberga, szefa dyplomacji Czech, które w tym półroczu sprawują przewodnictwo w UE, wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej Javiera Solany i komisarza ds. stosunków zewnętrznych Benito Ferrero-Waldner doszło do dyplomatycznego sporu o położenie geograficzne Polski i Czech. Schwarzenberg podkreślił, że stacja radiolokacyjna i rakiety przechwytujące mają być rozlokowane w Europie Środkowej, a nie Wschodniej, jak twierdzi strona rosyjska. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow nie przyjął tego do wiadomości i obwieścił, że Polska i Czechy leżą w Europie Wschodniej, a nie Środkowej. Przypomniał, że w ramach ONZ istnieją grupy państw sformowane z myślą o zgłaszaniu kandydatów do różnych organów ONZ i zarówno Polska, jak i Czechy wchodzą w skład grupy określanej jako grupa krajów wschodnioeuropejskich. Stąd o krok do pojęcia “bliskiej zagranicy”, tak bliskiemu Rosji.

Między poglądami na politykę zagraniczną George'a Busha (neokonserwatysty), Baracka Obamy (postępowego, współczującego konserwatysty) i George'a Friedmana (konserwatywnego republikanina) różnice okazać się mogą niewielkie. Wyzwania przed jakim stoi obecnie Ameryka, zarówno wewnętrzne, jak te nas interesujące - zagraniczne, wymagają ponadpartyjnego consensusu. Mimo przedwyborczej retoryki, strategiczny kurs Stanów za kadencji prezydenta Baracka Obamy nie ulegnie w zasadzie większej zmianie. Świadczą już o tym same ministerialne nominacje. Nastąpi natomiast normalizacja stosunków USA – Unia Europejska i uwaga: jednak dość istotne zmiany w polityce amerykańskiej wobec Europy i Rosji. Zmian tych nie należy lekceważyć. Z perspektywy interesów geopolitycznych Stanów fundamentalne znaczenie ma zahamowanie trendu spadkowego w wydatkach na bezpieczeństwo krajów Europy. W pierwszej kolejności USA starać się będą doprowadzić do zwiększenia zaangażowania militarnego europejskich członków NATO w Afganistanie i być może w Pakistanie. Konieczność wzmocnienia globalnej pozycji USA spowoduje, że nowa administracja amerykańska kontynuować będzie w zasadzie dotychczasową strategię na arenie międzynarodowej. Zmianie ulegnie natomiast przede wszystkim – co jest niezmiernie istotne - styl prowadzenia polityki zagranicznej. Akcent zostanie położony na dyplomację wielostronną i powrót do aktywności w ramach struktur międzynarodowych (w tym ONZ), polepszenie relacji z sojusznikami, większy nacisk na działania w ramach NATO oraz poszukiwanie szerszego poparcia międzynarodowego dla amerykańskich inicjatyw. Jakie to ma znaczenie dla Polski i Europy Środkowej? Na razie nie widać większych oznak jakichś szczególnych amerykańskich planów zjednoczeniowych wobec Polski i Europy Środkowej. Idąc jednak śladami myśli Friedmana można przewidywać, że polityka Baracka Obamy w Europie napotka ostatecznie na trudności; Stany zawiodą się w jakimś stopniu zarówno na Unii, jak i na NATO. W perspektywie, jako niezawodny sojusznik USA, pozostanie Polska i Europa Środkowa. Bo Polska i Europa Środkowa, jak twierdzi Friedman, pozostaną bez wyboru; z jednej strony Rosja i Turcja (Bałkany), a także zagrożenie terroryzmem, a z drugiej coraz mniej wydolna Unia oraz słabnące NATO. Czy tak planowana przyszłość jest dla Polski i Europy Środkowej korzystna? Na to pytanie nie ma odpowiedzi, bo wyboru tu nie ma.

Większość sił politycznych w Polsce, podobnie jak w innych krajach środkowoeuropejskich opowiada się za współpracującą ze sobą Europą Środkową, tak jak było to w czasie II wojny i bezpośrednio po wojnie. Kraje te jednak nie zrezygnują z korzyści jakie daje im przynależność do Unii Europejskiej. Pokój społeczny i Europa socjalna - to jest to co nam naprawdę odpowiada, a co w Unii, podając przykład Niemiec, krytykuje Friedman. Nie godzimy się na stałe na takie rozwarstwienie społeczne (a w Polsce ma ono “dzięki” neoliberałom już niestety miejsce), jakie istnieje w Stanach Zjednoczonych. Jakkolwiek żal równocześnie, że Europa nie osiągnęła amerykańskiego poziomu technologii, w tym wojskowych. W interesie Europy Środkowej leży zjednoczona Europa Środkowa, ale w ramach silnej, scentralizowanej w Brukseli Unii. Ale silna Unia Stanom (przynajmniej, jak na razie) raczej nie odpowiada (dziwne, że Rosji też!). I tu jest błąd w myśleniu przynajmniej niektórych amerykańskich strategów, do których nie zalicza się np. Zbigniew Brzeziński. Ameryka chciałaby uzyskać pomoc polityczną i militarną Unii oraz unijnych członków NATO, ale wolałaby widzieć Unię słabą. Ale czy słaba Unia jest w stanie takiego wsparcia Amerykanom udzielić? Stany wolałyby także, aby Europa zbroiła się raczej w ramach NATO, a nie obok. To ostatnie można zrozumieć z uwagi chociażby na wyższą od unijnej amerykańską technikę. Ostatnie nieformalne spotkanie Ministrów Obrony państw NATO w Krakowie (19-20.02.2009) wykazało po raz kolejny trudności, jakie niektórym sojusznikom europejskim stwarza zmobilizowanie wsparcia dla NATO w Afganistanie, chodzi tu także o trudności techniczne w zapewnieniu transportu dla wojsk Sojuszu. W ten sposób realizacja jednego z celów polityki prezydenta Obamy w Europie już na wstępie spotyka się z niepowodzeniem. Silna i scentralizowana w Brukseli Unia powinna mieć pełne poparcie Stanów Zjednoczonych. Ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego leży więc w amerykańskim interesie. To właśnie z powodu pewnych niekonsekwencji politykę Baracka Obamy w Europie spotkać może niepowodzenie. Rząd amerykański o tym jeszcze nie wie, ale George Friedman tak. I my o tym wiemy, dzięki Friedmanowi. Wydaje się, że rozwiązaniem większości problemów Zachodu byłaby silna, scentralizowana w Brukseli Unia Europejska, mocniej niż dotąd związana ze Stanami w ramach NATO. Nie wyklucza to posiadanie przez Unię własnych sił zbrojnych.

Polska polityka zagraniczna w sposób zręczny – jeszcze przed objęciem prezydentury przez Baracka Obamę - wychwyciła nowe akcenty w amerykańskiej polityce wobec Europy, Rosji i świata. Szkoda, że nasza polityka gospodarcza nie wzoruje się, jak na razie, na Obamie. A na to nie jest jeszcze za późno!