|
Komu służy podatek liniowy? W kwietniu przedmiotem debaty w Instytucie Badań nad Społeczną Gospodarką Rynkową im. J.M. Keynesa był podatek liniowy i jego konsekwencje dla budżetu po jego ewentualnym zastosowaniu. Wprowadzenia do tematu podjął się dr Janusz Dąbrowski. Wprowadzenie Wypada zacząć od znakomitego artykułu prof. Tadeusza Kowalika (Le Monde Diplomatiqe marzec 2008 “Nierówności nie są OK.”), który stwierdza “wraz z dojściem do władzy PO i ludowej przystawki, wzmogła się kampania na rzecz pogłębienia nierówności. Niekiedy przybiera charakter wręcz agresywny. Nowym władzom nie wystarcza fakt, że w ciągu zaledwie dwu lat władze PiS dokonały wręcz skokowych zmian na niekorzyść biednych. Na czele zmian – pisze prof. Kowalik – należy wymienić zniesienie podatku spadkowego i od darowizn dla szerokiego grona najbliższych członków rodziny. W Anglii jest ograniczenie do 260 tys. funtów, a u nas ultraliberalnie można przekazać miliardy. Kolejny rażący skok na kasę państwową to wydłużenie podatku liniowego od osób fizycznych. Obecnie 95 proc. podatników mieści się w granicach I stawki. Ale od przyszłego roku ustawa PiS kurczy pozostałe 5 proc. do 1 proc. To w tych warunkach panuje w mediach powszechne żądanie kolejnego skoku na kasę, a królują różnej maści eksperci i “główni ekonomiści” wielkich banków. Są to oczywiście ludzie o bardzo wysokich dochodach, osobiście zainteresowani w podatku liniowym, który przyniósłby im kolosalny wzrost dochodów. Kłamliwie twierdzą oni, że wszyscy skorzystaliby na podatku liniowym, chociaż jest to kompletny absurd. Ludzie o niskich dochodach, dzięki kwocie wolnej od podatku i resztkom systematycznie likwidowanych ulg, płacą dziś realną kwotę podatku PIT w wysokości 13 proc. Po wprowadzeniu podatku liniowego płaciliby co najmniej 18 lub nawet 19 proc. i to bez żadnych ulg. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że podatek liniowy sprzyja zwiększeniu nierówności. Dzieje się tak, ponieważ ludzie dobrze zarabiający, płacąc podatek liniowy zamiast podatku progresywnego, mają coraz większą sumę nadwyżki na niezbędne wydatki “na życie” typu socjalnego. Mogą więc te coraz szybciej rosnące nadwyżki zaoszczędzić, zainwestować lub wydać na konsumpcję. Coraz szybciej rośnie zatem ich majątek osobisty, czy to w postaci finansów, czy to w postaci nieruchomości, czy majątku ruchomego, standardów mieszkania, wyjazdów zagranicznych itd. Ale zdaniem zakłamanych apologetów neoliberalizmu, (Gazeta Wyborcza 14. 02.08, Andrzej Rzońca “Nierówności są OK.”) “nierówności są naturalne i korzystne”. Następnie głosi nieprawdę pisząc o narastaniu nierówności “dzieje się tak nie dlatego, że rozwój spycha część ludzi w biedę, ale dlatego, że nie wyciąga się z niej wszystkich od razu”. Jest zupełnie inaczej, gdyż w latach 1996-2005 liczba ludzi żyjących poniżej minimum biologicznego systematycznie wzrastała i wzrosła od 4.3 do 12.3 proc. – twierdzi prof. Kowalik. A zatem chociaż PKB Polski wzrósł w tych latach o jedną trzecią, jednak systematycznie spychano ludzi w biedę. Ten sam autor jednak dalej brnie w zmyślenia. Zaprzeczając opinii, że w Polsce mamy jedne z największych w Europie różnic społecznych pisze: “dysproporcje nie są u nas największe, a w ostatnich latach nawet delikatnie malały”. Ale nie podaje źródła! Natomiast T. Kowalik powołując się na Eurostat Database z 2005, podaje, że biorąc pod uwagę współczynnik Piniego, jak i zróżnicowanie S20 – S 80 w obu wymiarach, Polskę stawia na równi z Łotwą i Litwą, wyprzedza in minus tylko jeden kraj – Portugalia, która ma znacznie wyższe wskaźniki nierówności. To samo źródło plasuje Polskę na ostatnim, najgorszym miejscu w odniesieniu do stopy ubóstwa. Możemy więc powiedzieć, że Polska w bardzo krótkim czasie dołączyła do grupy krajów o największych rozpiętościach dochodowych. Ten sam autor (A.RZ.) dalej konfabuluje, że wszystkie kraje azjatyckie mają większe nierówności niż Polska. Najstarsze tygrysy: Singapur, Japonia, Tajwan i Korea mają niższe wskaźniki nierówności niż Polska. Ponadto w okresie “wielkiego skoku” lat 70. i 80. poważnie spłaszczyły nierówności dochodowe i majątkowe. Wspomina o tym Stiglitz, który jednocześnie podważa prawo Kuznetsa-Lewisa, głoszące, że wzrost gospodarczy związany jest ze wzrostem nierówności, gdyż akumulacja kapitału jest źródłem rozwoju. Stiglitz np. twierdzi, że “przykład Azji dowodzi, że wysoki stopień oszczędności może być zapewniony w egalitarnym otoczeniu i że akumulacja kapitału ludzkiego jest równie ważna, jeśli nie ważniejsza niż wzrost kapitału fizycznego. Chorobie neoliberalizmu nie uległy kraje skandynawskie. Dania, Szwecja i Finlandia zajmowały ostatnio pierwsze miejsca w światowym rankingu gospodarek opartych na wiedzy, łącząc to z najwyższym poziomem państwa opiekuńczego i uprawnień pracowniczych. Chociaż weszły do Unii Europejskiej, nie straciły cech systemowych, a zwłaszcza wysokiego stopnia egalitaryzmu.
Podatek liniowy Podatek liniowy nazywany również podatkiem płaskim to metoda obliczania wymiaru podatku, według której wysokość należnego podatku jest wprost proporcjonalny do wielkości podstawy opodatkowania. Koncepcja podatku liniowego jest formułowana zazwyczaj w odniesieniu do podatku dochodowego od osób fizycznych lub podatku dochodowego od osób prawnych. W obu przypadkach wymiar podatku liniowego jest obliczany w oparciu o jedną stawkę opodatkowania, oznacza to, że wszyscy podatnicy płaca taką sama część np. 19 proc. swoich dochodów w formie podatku. Podatek liniowy oznacza brak progresji podatkowej, czyli brak wzrostu stawki podatkowej. Stosowanie tego podatku powoduje dość duże uproszczenie systemu podatku dochodowego. Leszek Balcerowicz był jednym z pierwszych pomysłodawców wprowadzenia podatku liniowego w Polsce. Głównymi założeniami reformy podatkowej proponowanej w “Białej księdze podatków” z 1998 roku przez Leszka Balcerowicza było: - Wprowadzenie jednolitego opodatkowania osób prawnych oraz fizycznych stawka liniową w wysokości 22 proc. Wyeliminowałoby to zróżnicowanie w opodatkowaniu osób fizycznych oraz osób prawnych prowadzących działalność gospodarczą; - Stopniowe usuwanie części ulg i zwolnień podatkowych, związanych przede wszystkim z budownictwem mieszkaniowym; - Podwyższenie limitu przychodu uprawniającego do korzystania z ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych do 400 000 zł.; - Stopniowe podnoszenie kwoty wolnej od podatku; - Uściślenie przepisów dotyczących powiązań kapitałowych i związków gospodarczych. Powyższe zmiany miały przyczynić się do znacznego uproszczenia systemu podatkowego oraz do jednakowego opodatkowania wszystkich dochodów, niezależnie od źródeł pochodzenia. Za wprowadzeniem podatku liniowego w Polsce i wsparciem propozycji Leszka Balcerowicza dotyczącej reformy systemu podatkowego w 1998 roku opowiedzieli się przedstawiciele centrum im. Adama Smitha, K. Dzierżawski oraz R. Gwiazdowski, znani ze skrajnie liberalnych poglądów na kwestię systemu podatkowego. Jednak propozycja zmian systemu podatkowego proponowana przez Leszka Balcerowicza nie została zrealizowana; wywołała ona za to wiele dyskusji. Największym problemem było przekonanie społeczeństwa do nowej reformy systemu podatkowego, gdyż istniały obawy, iż proponowane zmiany najbardziej dotknęłyby podatników należących do pierwszej grupy podatników. Zdaniem Dariusza Rosatiego proponowane przez Leszka Balcerowicza zmiany w systemie podatkowym były podyktowane chęcią wzmocnienia Unii wolności przed wyborami samorządowymi. Zwolennikiem wprowadzenia podatku liniowego była również Zyta Gilowska. W 2004 roku jako wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej przedstawiła propozycję, która dotyczyła reformy systemu podatkowego w Polsce. Była ona pomysłodawcą systemu “3x15”. Miał to być system z jednakową stawką 15 proc. podstawy wymiaru w podatku dochodowym od osób fizycznych, w podatku VAT oraz podatku dochodowym od działalności gospodarczej. Zdaniem Gilowskiej opodatkowanie 15 proc. stawką podatku dochodowego od osób fizycznych oznaczałoby: - likwidację wszystkich ulg i zwolnień; - brak możliwości wspólnego opodatkowania małżonków; - likwidację kwoty wolnej od podatku; - zwiększenie ciężaru podatkowego dla osób uzyskujących niskie dochody w zakresie PIT. Przy podatku dochodowym od działalności gospodarczej miała również obowiązywać stawka w wysokości 15 proc. miał to być podatek łączący obecny CIT i PIT, który opodatkuje osoby prawne oraz fizyczne prowadzące działalność gospodarczą. Opodatkowaniu miałyby podlegać wszystkie dochody, nawet z działalności rolniczej i leśnej. Po wprowadzeniu stawki 15 proc. likwidacji uległyby również wszystkie zwolnienia podatkowe. Zyta Gilowska była również za wprowadzeniem jednolitej stawki dla podatku od towarów i usług w wysokości 15 proc., która miała dotyczyć wszystkich bez wyjątku towarów i usług. Oznaczało to m.in. drastyczny wzrost cen podstawowej żywności przy zrównaniu ich opodatkowania z najbardziej luksusowymi towarami. Wiązałoby się to z jeszcze większymi obciążeniami biedniejszej części społeczeństwa. Według Gilowskiej wprowadzenie podatku liniowego umożliwiłoby prognozowanie budżetów domowych oraz zaoszczędziłoby czas podatników. Twierdziła również, że podatek progresywny “niszczy korzenie ludzkiej aktywności, zniechęca do wysiłku i dławi gospodarkę”. Reforma ta miała przyczynić się do uporządkowania systemu podatkowego. Jednak i ta propozycja nie została zrealizowana, ponieważ nie została poparta przez rząd. Należy dodać, że w odróżnieniu od propozycji Leszka Balcerowicza, w propozycjach Zyty Gilowskiej nie została przedstawiona żadna wiarygodna symulacja dotycząca skutków wprowadzenia podatku liniowego ani dla budżetu, ani dla podatników w poszczególnych grupach dochodowych. Dopiero w 2004 roku za rządów Leszka Millera w Polsce wprowadzono ograniczoną wersję podatku liniowego w wysokości 19 proc., z którego skorzystać mogą jednak tylko osoby fizyczne prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą. Jest to bardzo korzystny sposób opodatkowania przez wielu przedsiębiorców. Zdaniem Ryszarda Bugaja przyniósł on wzrost dochodu rzędu kilku miliardów zł dla najbardziej zamożnych podatników. Podatnicy podatku liniowego mają prawo do korzystania z uproszczonej metody wpłacania zaliczek na podatek dochodowy. Mają również obowiązek wpłacania zaliczki na podatek w wysokości 19 proc. dochodu do 20-go każdego miesiąca. Rozliczanie się 19 proc. podatkiem liniowym umożliwia odliczanie od podstawy opodatkowania składki na ubezpieczenie zdrowotne oraz społeczne oraz emerytalne. Jedyną niedogodnością przy rozliczaniu się tym podatkiem jest to, że nie można korzystać z ulg i zwolnień (ale przecież i tak większość już została zniesiona) oraz nie ma możliwości rozliczania się wspólnie z małżonkiem. Zdaniem prof. Czekaja podatek liniowy jest niesprawiedliwy, gdyż wprowadzając omawiany podatek, nie uzyskamy efektu w postaci proporcjonalnego obciążenia dochodów wszystkich obywateli. Metoda progresywna jest natomiast niekorzystna dla przedsiębiorstw osiągających wysokie dochody, z uwagi na to, że podatek przy tej metodzie jest wyższy.
* * * Całkowite zastąpienie podatku progresywnego podatkiem liniowym budzi w Polsce wiele kontrowersji. Wprowadzenie podatku liniowego dla podmiotów, których dochody mieszczą się w pierwszym progu skali podatkowej (grupa ta stanowi 94,46 proc. ogółu podatników) będzie niekorzystne ze względu na utratę prawa do odliczania kwoty wolnej od podatku. Stosowanie podatku liniowego zwiększyłoby jeszcze bardziej dysproporcję między biednymi a bogatymi, gdyż dochody wszystkich podatników niezależnie od ich wysokości byłyby opodatkowane jedną stawką podatku, która wynosi 19 proc. Aż 94,46 proc. podatników należy do pierwszego przedziału podatkowego. Oznacza to, że na wprowadzeniu podatku liniowego najbardziej skorzystałoby ok. 4 proc. podatników z drugiej oraz trzeciej grupy podatkowej. Dlatego reformując system podatkowy należy główną uwagę zwrócić na znaczną większość podatników i na nich skupić ewentualne reformy. Wprowadzenie podatku liniowego może również obniżyć dochody budżetu państwa i co za tym idzie obniżenie wydatków np. w sferze socjalnej, co najbardziej dotknęłoby ubogie społeczeństwo. Większość ekonomistów oraz przedsiębiorców uważa, że Polsce potrzebny jest podatek prosty i tani; takie warunki spełnia podatek liniowy, ale problem jest w tym, że nie jest on dobrze oceniany przez społeczeństwo, którego zdecydowana większość straciłaby na jego wprowadzeniu, zaś zyskałyby elity dochodowe.
Podsumowanie Należy pamiętać, że podatki są bardzo ważnym instrumentem polityki państwa, gdyż stanowią one podstawowe źródło zasilania finansowego budżetu państwa oraz budżetów samorządowych. Głównym założeniem ostatnich reform było obniżenie zobowiązań podatkowych przedsiębiorstw, przy równoczesnym zwiększeniu obciążeń podatkowych społeczeństwa. Obecny system podatkowy w Polsce został ukształtowany w latach 1991 – 1994. podczas tej reformy wprowadzono podatki dochodowe takie jak podatek dochodowy od osób fizycznych i podatek dochodowy od osób prawnych, ponieważ VAT, akcyzę oraz podatki lokalne. Podatek dochodowy od osób fizycznych został wprowadzony w Polsce w celu ujednolicenia zasad opodatkowania całej gospodarki, oraz w celu zapewnienia stabilnego źródła zasilania budżetów terenowych jak również budżetu centralnego. Tempo opracowywania projektów ustaw podatkowych nie wpłynęło dobrze na jakość prawa podatkowego. Mimo wielu reform polski system podatkowy jest nadal niejasny i skomplikowany dla wielu podatników. Spowodowane jest to głównie ciągłymi zmianami przepisów w systemie podatkowym. Zła interpretacja mało czytelnych przepisów naraża podatników na poważne sankcje podatkowe. Kolejne próby “naprawiania” przez rząd systemu podatkowego powodują jedynie likwidację kolejnych ulg, których obecnie zostało już niewiele. Decyzje te wpływają niekorzystnie na budżet przeciętnego gospodarstwa domowego. Kolejną wadą polskiego systemu podatkowego jest również zbyt duża ilość podatników oraz nadmierny fiskalizm. Próby dostosowania polskiego systemu podatkowego do standardów Unii Europejskiej również nie przyniosły żadnych korzyści, ponieważ do tej pory mamy jedną z najwyższych w Europie stawkę podatku od towarów i usług, która wynosi 22 proc. System podatkowy powinien być neutralny, dlatego też w podatku dochodowym powinny być zawarte przychody z najmu lub zyski kapitałowe i powinny być opodatkowane tak, aby nie ingerować w mechanizmy rynkowe. Oprócz reformy systemu podatkowego, bardzo ważne jest również uporządkowanie systemu podatków majątkowych. Oznaczałoby to wprowadzenie podatku od wartości nieruchomości inaczej zwanego podatku katastralnego. Zapewniłoby to samorządom stałe wpływy oraz możliwość weryfikacji legalności pochodzenia majątków. Wpływy z podatku katastralnego mogłyby zastąpić część wpływów od osób fizycznych. Sytuacja ta mogłaby doprowadzić do obniżenia końcowych stawek podatkowych. Na zakończenie, można stwierdzić, że polski system podatkowy potrzebuje całkowitej reformy, lecz każda reforma powinna mieć dostateczne poparcie ze strony społeczeństwa. Obecna reforma trwająca już od ponad dziesięciu lat powoduje więcej problemów niż korzyści, gdyż wszystkie zmiany w systemie podatkowym najbardziej dotykają przeciętnego obywatela a nie przedsiębiorstwa.
Debata Zbigniew Gusiew Podatki są elementem polityki gospodarczej. Podatek odznacza się dwiema cechami: ma charakter fiskalny i regulacyjny. W obowiązującym systemie podatkowym występuje kwota wolna od podatku. Jest ona obligatoryjna, czyli dostępna dla wszystkich bez względu czy jest to podmiot gospodarczy, czy osoba fizyczna. Od 3015 zł (w ciągu roku) nie płaci się żadnego podatku. Jeśli ktoś miał niższy dochód roczny to podatek nie występuje. Pierwszy próg podatkowy jest od powyższej kwoty wolny. Przedział: 3015 – 43.405 zł jest opodatkowany w wysokości 19 proc., a ponadto podatek jest zmniejszony o kwotę 572 zł. Chodzi tu o dochody najmniejsze, np. emerytów i rencistów. W tej grupie dochód do opodatkowania zamyka się w kwocie 24 000 zł. Podatek przy systemie progowym to 3 415 zł, a w przypadku podatku liniowego będzie to także 19 proc, ale już 4 500 zł. Wynika to z tego, że nie będzie już kwoty wolnej od podatku. Drugi próg podatkowy zawiera się między 43 405 zł a 85 528 zł. Kwota podatku wyniesie 7 674 (naliczenia od I progu) plus 30 proc. od przekroczenia kwoty 43 405 zł. Co się dzieje z tymi osobami, które np. zarabiają 5000 zł miesięcznie? Przy dochodzie (do opodatkowania) 60.000 zł, podatek progowy jest prawie taki sam jak w systemie liniowym, czyli dla tego podatnika rodzaj podatku jest obojętny. W trzeciej grupie dochód roczny wynosi ponad 100 000 zł. To są posłowie, senatorowie, kierownicy biznesu itp. Ci podatnicy przy podatku progowym płacą ok. 25 tys. zł, a przy liniowym (np. 19 proc.) – 19 tys. zł, czyli różnica jest widoczna. Powstaje dylemat: czy mamy budować system podatkowy, który zawiera cechy względnego egalitaryzmu i respektuje zasady sprawiedliwości społecznej (bogatszy płaci więcej, biedniejszy płaci mniej), czy system z podatkiem liniowym, który będzie niesprawiedliwy, tj. forował bogatych i uderzał w najbiedniejszych? Istnieje opinia, że podatek liniowy może prowadzić do wzrostu gospodarczego, zwiększenia zatrudnienia itd. Nie ma na to żadnego dowodu. Właściciel interesu nie jest zainteresowany w zwiększaniu zatrudnienia, woli zatrudniać w systemie umowy-zlecenia, gdzie zapłaci jeszcze mniejsze podatki, a zwiększoną pulę dochodu kierować na konsumpcję luksusową. W takim przypadku pożyteczniejszy jest podatek progowy. Jeśli dojdzie do podatku liniowego, za różnicę w budżecie zapłacą najniżej zarabiający. Jerzy Orłowski Sprawa jest dyskusyjna, co widać nie tylko na przykładzie Polski, ale krajów rozwiniętych, gdzie na ogół obowiązuje podatek progresywny. Za przykład może służyć system podatkowy obowiązujący w Stanach Zjednoczonych, uchodzących za wzorzec liberalizmu gospodarczego. Obowiązują tam stawki: 10 proc. dla osób, których roczny dochód nie przekracza 7300 dol. i kolejne 15, 25, 28 itd. Na “dobrocie” podatku liniowego złapały się liche kraje: Litwa, Słowacja, Estonia i Rosja. Ale obowiązuje tam wysoki próg progresji i duża kwota wolna od podatku. Jeden z najwyższych progów progresji obowiązuje w Szwecji – do 55 proc. przy dużo niższej kwocie progu wolnego od podatku. Dzięki temu państwo może spełniać rolę dużego inwestora w różnych dziedzinach gospodarki, a także utrzymywać służbę zdrowia i inne wydatki socjalne na wysokim poziomie. Zaczyna mi się podobać system rosyjski. Można wprowadzić podatek liniowy o wysokim stopniu progresji, ale również o wysokim stopniu dochodów ludności, od których naliczany byłby ów podatek. Są tam grupy ludności, które nie płacą żadnego podatku, podobnie jest na Ukrainie. Odylon Gawęda Zgadzam się z wygłoszoną tezą o niesprawiedliwości społecznej w podatkach, tylko rodzi się wątpliwość, czy podatkami można zapewnić sprawiedliwość społeczną. W jakimś stopniu tak, ale jest to bardzo trudne. Ta minimalna kwota, jaka jest, powinna być jednocześnie progiem podatkowym, czyli ci o najniższych dochodach nie powinni płacić podatków. Konieczne są również ograniczenia w wysokości dochodów, w tym przedziale wszyscy utrzymujący się z etatów powinni płacić podatki proporcjonalnie do swoich zarobków. Oddzielną sprawą są dochody inne (prace zlecone, umowy o dzieło, wynagrodzenia ekstra itp.), gdzie powinien obowiązywać podatek VAT. Władysław Bujwid Kwestia podatku od organizacji wytwarzającej dobra i od osób fizycznych jest często rozumiana niejednolicie. Podatki to rzecz umowna. Jeśli mówić o koncepcji podatków to warto mówić o koncepcji systemu, który lansowałaby lewica. Co innego podatek od przedsiębiorstw a co innego od dochodów osobistych. Nie mam nic przeciwko podatkowi liniowemu od organizacji produkcyjnych czy usługowych. Inaczej jest z podatkiem od osób fizycznych. Ci, którzy mają wysoki dochód, mogą w znacznym stopniu uczestniczyć w konsumpcji i tym samym angażować spory potencjał wytwórczy społeczeństwa. Jest też kategoria ludzi, którzy nie wytwarzają dóbr ani usług i powinni być zaspakajani z budżetu, czyli z podatków pobieranych od zamożniejszej części społeczeństwa. Powinniśmy najuboższym przede wszystkim zapewnić dochód minimalny a miernikiem powinna być średnia płaca. Jej część, np. 0,25 powinna być kwotą wolną od podatku. W systemie podatkowym bardzo ważna jest rodzina. Powinno się dopuścić rozliczanie wspólne nie tylko małżeństw, ale i rodzin, gdyż decydujący jest stopień dochodu, jaki przypada na poszczególnych członków rodziny. Jeśli jedyny żywiciel o pewnym standardzie dochodu ma na utrzymaniu kilku członków rodziny, może nawet nie zapłacić podatku. Progresja podatkowa powinna liczyć się od wielokrotności średniej krajowej zarobków. Jeśli ktoś zarabia trzy średnie krajowe to powinien płacić 30 proc. podatku, od czwartej średniej – 40 proc., od piątej 50 proc. i tak do siódmej średniej. Powyżej 80 proc. już nie powinno być obciążeń podatkowych. Odylon Gawęda Podatek nie powinien być jedynym regulatorem sprawiedliwości społecznej. Wpływy z podatków w znacznej mierze powinny trafiać do samorządów i to one powinny być ich regulatorem a nie urzędy skarbowe. Janusz Dąbrowski Średnia płaca jest dobrym miernikiem w krajach, gdzie nie ma rażącej nierówności społecznej. U nas średnia płaca jest całkowicie wypaczona, gdyż dodajemy np. pensję prezesa banku do pensji sprzątaczki w tym samym banku i ustalamy, że w tym banku średnia płaca wynosi 10 tys. zł. Płaca średnia była dobrym miernikiem przed rokiem 1989 a teraz jest to kategoria fikcyjna. Jan Herman Mówimy o jednej z koncepcji minimalnego dochodu gwarantowanego, modnej przed kilku laty w niektórych środowiskach lewicowych. Chodziło w niej o zasadę: komu? Jak? Ile? I co z tymi, którzy mieli więcej niż minimalny dochód gwarantowany. Nie przypominam sobie żadnych dzieł klasyków lewicy o podatkach, poza tym, że traktowano je jako narzędzie zbrodni. Mam w pamięci jeszcze niedawno pewną gospodarkę, w której dorastałem, gdzie było coś takiego jak podatek obrotowy. Był to jednakże rodzaj funduszu zakładowego a nie podatek w obecnym rozumieniu. Wszystkie podatki są składkami, różnica od składek dobrowolnych polega na tym, że są składkami wymuszonymi. Nie ma takiego, który by je płacił, gdyby nie narzucony przymus. To jest kwestia przepisu, sankcji, komornika, policji skarbowej, urzędu itp. Jest takie sformułowanie: zbiórka społeczna: są sprawy państwowe, cele społeczne, ludzie szczególnie ubodzy itd. Każdy system społeczny musi być sterowany podatkami. Maksymilian Podstawski Chciałbym coś powiedzieć z myślą o ewentualnych wyborach, programie i w jaki sposób lewica może zachęcić ludzi do głosowania na siebie. Podatek liniowy proponowany przez liberałów bije w najmniej zarabiających i preferuje bogatych. Ale jest taka grupa zarabiających między 50 tys. a 100 tys. zł, których podatek liniowy lekko urządza i autorzy tego podatku mogą się do nich zwrócić, aby głosowali na nich, bo będzie wam lepiej. Ale ci nie są grupą liczną. Lewica powinna się zwrócić do rzeszy najmniej uposażonych i jednocześnie najliczniejszej. Zaproponować np. emerytom i rencistom całkowite zwolnienie z podatku i to jest 7 milionów ludzi, którzy mogą zagłosować na lewicę. Inną grupę średnio zamożnych też można przyciągnąć takimi rozwiązaniami, aby oni w systemie podatkowym nie tracili a nawet zyskiwali. Powinno się także obliczyć taką skalę podatku, aby było go dość w budżecie na cele społeczne. Przy jakiejkolwiek symulacji widać, że ci najmniej zarabiający mają do budżetu największy wkład. I trzeba to ludziom pokazać. Oprac. Mieczysław Kozłowski |