|
PRL - czy mnie jeszcze pamiętasz? O Nowej to Hucie piosenka Nowa Huta tyle razy wyklinana i wykpiwana należy do kultowych miejsc PRL-u. Opiewano ją w piosenkach, pisano o niej wiersze, reportaże i powieści zwane produkcyjniakami, nakręcono wiele kilometrów taśmy filmowej. Wielu luminarzy dzisiejszego życia kulturalnego zaczynało swą karierę od złożenia pokłonu kombinatowi, gdzie hartowała się stal i ludzie – sól tej ziemi. Już się do świadectw tamtej epoki nie przyznają, a otrzymane wtedy laury i odznaczenia chowają w głębi swych szuflad. Jeszcze niedawno być mieszkańcem tej wybudowanej w całości w socrealistycznym stylu dzielnicy uchodziło za dyshonor, a w krakowskich ogłoszeniach mieszkaniowych zastrzegano, że może być wszędzie byle nie w Nowej Hucie. A teraz ten “dziwoląg” z epoki przodowników pracy znów jest na topie, tym razem turystycznym. Zwiedzanie miejsca, gdzie niegdyś “Sto domów wyrosło nad Wisłą/ I tysiąc dróg do nich na wprost” stało się żelaznym punktem wycieczek udających się do Krakowa. Wokół pamiątek epoki wielkich pieców rozkręca się coraz to większy biznes. Wprawdzie słynny kombinat, żeby się już nie kojarzył z Leninem, opatrzono imieniem Tadeusza Sendzimira, ale Nowa Huta pozostała Nową Hutą. To jedna z najmłodszych dzielnic administracyjnych wiekowego miasta. Zajmuje powierzchnię 111 km kw., a zamieszkuje ją blisko ćwierć miliona ludzi. Z zakładów przemysłowych oprócz kombinatu jest tu jeszcze cementownia i zakłady tytoniowe. Przez krótki czas była samodzielnym miastem, kronikarze wyszperali nawet w papierach kronikarzy projekt nowohuckiego ratusza, który nigdy nie został zrealizowany, potem to miejsce, gdzie “murarzy rozdzwonił się śpiew” stało się częścią porośniętego patyną wieków Krakowa. Wielka budowa będąca oknem wizytowym socjalistycznej Polski rozpoczęła się blisko 60 lat temu. Decyzja o równoległej budowie huty i osiedla zapadła na posiedzeniu rządu PRL 21 lutego 1949 r. Zdecydowano, że nastąpi to na terenach dawnych wsi Mogiła, Czyżyny, Pleszowa, Bieńczyc i Krzesławic. Ich mieszkańcy zostali w trybie nakazowym przesiedleni, a odszkodowanie otrzymali groszowe. Wkrótce potem wielkie koparki zrównały z ziemią ich domy. Wtedy tak jak i dzisiaj mówiono, że stare musi ustąpić nowemu i wiele zburzono, ale też wiele zbudowano. Pierwsze osiedle mieszkaniowe tam, gdzie jeszcze niedawno diabeł mówił dobranoc zaczęto wznosić już w połowie 1949 r., a do budowy huty ogłoszono zaciągi ochotnicze w całej Polsce. Obiecywano pracę i mieszkanie, więc chętnych ze zrujnowanych wojną miast i przeludnionych wsi nie brakowało. Miasto jako zwarty zespół urbanistyczny powstało w latach 1949-1955. Głównym projektantem był architekt Tadeusz Ptaszycki. W obrębie Krakowa Nowa Huta znalazła się już w 1950 r. Budowano ją w błocie i znoju, prawie gołymi rękami, bo maszyn i narzędzi z początku brakowało. Wszędzie widać było tylko wykopy, namioty, baraki i dymiące polowe kuchnie. Każdy chodził w gumowych butach i kufajkach, bo w tych warunkach inaczej się nie dało. Do Krakowa był szmat drogi, sapiącą ciuchcią “dymało” się prawie godzinę. Nie było w Nowej Hucie kościołów, ale dbano o strawę duchową – były kina, teatr, biblioteki. Słynny Teatr Ludowy Krasowskiego i Skuszanki zadziwiał nowatorskimi spektaklami, w których można było podziwiać nawet Holoubka. Często pojawiali się filmowcy, którzy nakręcali efektowne sceny ze spustu surówki, a potem herosów nowohuckich uwiecznił sam mistrz Wajda: tam się narodził człowiek z marmuru, który spłodził człowieka z żelaza, a ten człowieka ze styropianu. Dzielnicę nowohucką otacza pas zieleni, który w razie ataku nuklearnego na obiekt strategiczny, za jaki uważano kombinat, miał go oddzielić od starego Krakowa. Pewne jest jednak to, że w razie ataku i Nowa Huta wraz z kombinatem i gród podwawelski stałyby się kupką popiołu. Nowa Huta oczywiście jest zadrą na honorze dla wszelkiej maści dekomunizatorów. Starają się jak mogą wyrwać z jej przeszłości socjalistyczne korzenie. Jedyne co się udało, to usunąć pomnik Lenina, dzieło wysokiej miary artystycznej Mariana Koniecznego. Dziś starają się wyszydzać trud budowniczych tamtych lat i fałszować historię, którą piszą na nowo dyspozycyjni wyrobnicy pióra. A ta odsądzana od czci i wiary Nowa Huta nadal ma swoich zwolenników, którzy uważają ją za swoją “Małą Ojczyznę” i widzą ją w zupełnie innym świetle. Oto spojrzenie autora własnej strony internetowej o Nowej Hucie. “O tym wszystkim można by napisać też zupełnie inaczej. Że budowy były szkołą pracy, odpowiedzialności, dyscypliny i koleżeństwa, a liczne kursy dawały możliwość nauki atrakcyjnych zawodów budowlanych i hutniczych. Że właściwie jedyną alternatywą dla tej młodzieży, w znacznej części wywodzącej się z zabiedzonych wsi, było pozostanie na karłowatych gospodarstwach swych ojców, jak było w Polsce międzywojennej. Faktycznie po kilku latach zamieszkali oni wszyscy w nowych blokach mieszkalnych. W Nowej Hucie uruchomiono dwa duże kina, teatr, dwa stadiony z licznymi obiektami sportowymi, rekreacyjny zalew wodny, kilka ośrodków kultury, w tym Nowohuckie Centrum Kultury, które do dziś jest jednym z największych i najprężniejszych domów kultury w skali całego kraju. A ci młodzi budowniczowie stali się hutnikami i fachowcami w wielu innych dziedzinach przemysłowych i budowlanych.” Piosenkę o Nowej Hucie często śpiewano w PRL-u, słychać ją było w III Rzeczpospolitej, to i w obecnej mutacji RP nie zaginie. O Nowej to Hucie piosenka O Nowej to Hucie melodia. Jest taka prosta i piękna I taka najmilsza z melodii. Iwona R. Kozłowska |