|
PRL – czy mnie jeszcze pamiętasz? Pierwsze wybory w PRL W styczniu br. minęło 60 lat od przeprowadzenia w Polsce pierwszych powojennych wyborów do Sejmu Ustawodawczego. Dzisiaj pisze się tylko o tym, że zostały sfałszowane, jednakże poza sporadycznymi przypadkami nie ma na to jednoznacznych dowodów. Można także powiedzieć, że w sanacyjnej Polsce częste były przypadki fałszowania wyników wyborów, unieważniania list wyborczych, represje wymierzone w opozycję. Ale działo się to w zupełnie innych, choć niby “normalnych” okolicznościach niż w skrajnie niesprzyjających warunkach, z jakimi przyszło się zmierzyć po wojnie. Nowa władza, która po 1945 r. przejęła odpowiedzialność za kraj, musiała zmierzyć się z karkołomnym zadaniem. W pierwszych latach powojennych w całym kraju panowała niewyobrażalna bieda i niedostatek w każdej dziedzinie życia. Brakowało wszystkiego: żywności, mieszkań, odzieży, najróżniejszych materiałów i niezbędnego sprzętu. Trzeba było uruchomić działalność zakładów produkcyjnych i fabryk najpotrzebniejszych dla funkcjonowania gospodarki kraju. Pilną sprawa było zorganizowanie służby zdrowia, szkolnictwa wszystkich szczebli, poczty i różnych urzędów państwowych. Wielkim problemem było znalezienie odpowiednio wykwalifikowanych kadr na stanowiska kierownicze różnych szczebli. W tych warunkach organizowanie wyborów powszechnych wielu uważało za co najmniej przedwczesne. Pierwsze wybory w powojennej Polsce odbyły się 19 stycznia 1947 roku, czyli zaledwie po 20 miesiącach od czasu kapitulacji III Rzeszy. Mocarstwa zachodnie uznając w 1945 roku Tymczasowy Rząd Polski uwarunkowały swoje dalsze decyzje między innymi wymogiem niezwłocznego zorganizowania wyborów parlamentarnych. W wygłoszonym expose premier Osóbka-Morawski zapewniał, że odbędą się one z chwilą zakończenia repatriacji około 2 milionów Polaków zamieszkałych poza granicami kraju, a którzy także mają prawo wziąć w głosowaniu. Atmosfera przygotowań do wyborów była daleka od normalności. Istniały w kraju siły polityczne, które nie pogodziły się z pojałtańską rzeczywistością i stawiały zbrojny opór. Było wielu i takich, którzy cieszyli się z odzyskania wolności i włączali się do pracy na rzecz nowego państwa polskiego. Jak podawało “Życie Warszawy: Jerzy Zawieyski, przedstawiciel środowisk katolickich, na spotkaniu przedwyborczym powiedział: “Społeczeństwo katolickie i masy katolickie dają kredyt zaufania kierownictwu politycznemu i wierzą, że zaufanie to nie zostanie zawiedzione”. Natomiast “Sztandar Ludu” – organ Polskiej Partii Robotniczej wszczął ostrą krytykę polityki ówczesnego wicepremiera Stanisława Mikołajczyka i jego Polskiego Stronnictwa Ludowego. PPR obawiała się zbojkotowania wyborów, dążyła więc do zdyskredytowania opozycji. “Gazeta Ludowa” – organ mikołajczykowskiego PSL często w tym czasie donosiła o przypadkach brutalnego rozprawiania się z opozycją i unieważniania list wyborczych. W okresie powojennym naczelnym hasłem było: “Oddaj swój głos na kandydatów Frontu Narodowego”, na “działaczy rewolucyjnych, którzy większą część swojego życia, walcząc o Twoje sprawy spędzili w więzieniach”, “Głosuj na siwowłosych uczonych, przodujących robotników, inżynierów i techników, chłopów-mistrzów wydajności, inteligentów, patriotów-działaczy katolickich”. Głosy wzywające do udziału w wyborach płynęły także ze strony hierarchii kościelnej. W periodyku “Dziś i Jutro” z 1947 roku umieszczono deklarację Episkopatu Polski, w której podkreślano, że z prawa głosowania płynie moralny obowiązek złożenia głosów do urny. Wybory parlamentarne przyspieszyły proces wychodzenia Polski z wojennej zapaści gospodarczej i cywilizacyjnej. Stosunkowo szybko zostały usunięte najbardziej dolegliwe skutki wojny. Tempo odbudowy i rozbudowy kraju, ogromne i spontaniczne zaangażowanie społeczne w to dzieło – zadziwiały świat. Kraj dźwigał się z ruin i głębokiego zacofania bez znaczących pożyczek pieniężnych i bez większej pomocy materialnej z innych państw. Dźwigał się dzięki wielkiemu wówczas społecznemu patriotyzmowi i umiłowaniu kraju, a z osiągnięć inwestycyjnych, gospodarczych czy naukowych szczerze cieszyli się Polacy. Wszystko, co powstawało w kraju w czasie jego odbudowy, w środowiskach, w których żyliśmy, czy w zakładach, w których pracowaliśmy, ogromnie nas cieszyło, traktowaliśmy te osiągnięcia z ogromną radością, bo były one polskie – nasze. W latach 1945 – 1947 odbudowano ze zniszczeń wojennych 38 proc. przedwojennego majątku narodowego. W 1947 roku, dochód narodowy na 1 mieszkańca był już większy niż w 1938 roku. Pokolenia tamtych czasów zapiszą się w naszej historii złotymi zgłoskami za ich pracę i poświęcenie dla kraju. I nie zmienią tego obecne manipulacje i krętactwa zawodowych fałszerzy historii. Mieczysław Dobrzański |