|
“Kuchnia” programowa Komitetu Ekspertów Pierwszym zadaniem, jakie przypadło w udziale Komitetowi Ekspertów, było zaopiniowanie projektu Manifestu Programowego. Debata nad dokumentem odbyła się 14 stycznia br. w siedzibie Polskiej Partii Socjalistycznej i miała charakter sesji roboczej. Zebranych przywitał gospodarz lokalu Bogusław Gorski, a naradę prowadził prof. Paweł Bożyk, przewodniczący Prezydium Kongresu Porozumienia Lewicy. Członkowie Komitetu Ekspertów kolejno zabierali głos i wypowiadali swoje opinie dotyczące poszczególnych sformułowań Manifestu. Dyskusja była rzeczowa i długa, przytaczamy więc tylko niektóre fragmenty z wypowiedzi będących rodzajem uwag i propozycji, które w większości zostały uwzględnione w tekście dokumentu. Prof. Maria Szyszkowska Nie ma w Manifeście pojęcia: socjalizm, a przecież porozumienie lewicy stoi na gruncie socjalizmu. Nasze porozumienie powinno przywrócić pozytywny sens tego pojęcia. Bardzo chciałabym, aby wszystkie siły lewicowe porozumiały się, ale porozumienie z LiD-em jest niemożliwe, gdyż jest on wyraźnie prokapitalistyczny. Nie jest dostatecznie podkreślona wartość wolności światopoglądowej, a przecież pluralizm światopoglądowy nierozdzielnie wiąże się z wartością demokracji. W tekście Manifestu zawarty jest protest przeciwko udziałowi Polaków w wojnach imperialnych, ale jak oceniać czy jakaś wojna jest imperialna, czy też nie? Czasy się zmieniły i ruchy lewicowe powinny stać na gruncie pokoju. Nie jest zadaniem polskiej lewicy służyć Amerykanom w ich wojnach imperialnych. Co do naszej pozytywnej oceny integracji z Unią Europejską rodzi się wątpliwość, czy po wstąpieniu do strefy euro nie powiększą się w naszym kraju obszary biedy. Jedna z nie w pełni udanych prób wprowadzenia w życie idei lewicowych, w okresie PRL, nie może ich kompromitować. Chrześcijaństwo wcielane jest od dwóch tysięcy lat, a jednak nie widać śladów chrześcijaństwa w życiu publicznym. Powinniśmy bardziej wyraźnie zaznaczyć, że jesteśmy zwolennikami wszystkich pozytywnych wartości, które były wcielane w okresie PRL-u. W Manifeście podkreślona jest rola społecznej gospodarki rynkowej, ale dlaczego nie sięgamy do naszych własnych tradycji w zakresie postępowych teorii ekonomicznych, które były wcielane w życie chociażby w okresie międzywojennym (spółdzielczość)? My nie aprobujemy kapitalizmu, aprobujemy socjalizm, dlatego możemy wprowadzać do założeń Unii Europejskiej pewne rozwiązania gospodarcze, które nie będą sprzeczne z przepisami UE, a jednak będą przyjazne dla ludzi biednych. Myśmy zapomnieli w Polsce o tym, że budowa sprawiedliwego społeczeństwa jest zależna od psychiki osób, które je tworzą. Trzeba więc zmieniać i psychikę i świadomość społeczeństwa. Prof. Zdzisław Sadowski W punkcie Manifestu, gdzie jest mowa o sprawiedliwości społecznej warto nawiązać do Konstytucji RP, gdyż niektóre elementy tego pojęcia są tam wyraźnie zawarte. W Manifeście pisze się np. o bezpłatnej ochronie zdrowia. Dzisiaj nie można już pisać o bezpłatnej ochronie zdrowia w całej rozciągłości, gdyż Konstytucja odnosi się w tym zakresie do spraw określonych ustawowo. Z tego do tej pory żadna ekipa rządząca nie potrafi wyciągnąć prawidłowych wniosków. Dlatego też bezpłatna służba zdrowia to jest slogan, o którym wiadomo, że nie jest on dzisiaj już do zrealizowania. Nie można też postulować zapewnienie wszystkim bezpłatnych mieszkań. O budownictwie mieszkaniowym tak, ale w innym kontekście. W kolejnym punkcie mowa jest o podporządkowaniu działalności Kongresu Porozumienia Lewicy przyszłości, a powinno się użyć określenia – ukierunkowanie. W sprawach kształcenia odniesienia do młodzieży są trafne, ale nie powinno się rozstrzygać kwestii o pomocy w zmianie zawodu, gdyż jest to sprawa indywidualna. Trudno zgodzić się ze sformułowaniem o “dyktacie banków”, gdyż kapitał w obecnej gospodarce odgrywa ogromną rolę. Te pojęcia trzeba rozszyfrować, ale w szerszym kontekście. Tam, gdzie mowa jest o zapewnieniu wszystkim obywatelom porównywalnych dochodów, należy dookreślić, że pracownicy powinni uczestniczyć w większym stopniu w podziale zysków. Nie rezygnowałbym z powoływania się na wzór Irlandii, gdyż te wzory są różne, np. stan służby zdrowia w Irlandii jest znacznie gorszy niż w Polsce. Tak samo jest w Anglii. Trudno mówić o horyzoncie czasowym w kontekście działań administracji państwowej, raczej chodzi tu o to, aby państwo posiadało strategię długookresową i wyciągało z niej odpowiednie wnioski. A tego u nas nie ma i nigdy nie było. Powinniśmy podkreślić, że pozytywnie oceniamy integrację Polski z Unią Europejską, ale powinniśmy podkreślić i to, że jesteśmy przeciwni realizowaniu głównie koncepcji społeczno-gospodarczego ładu neoliberalnego. Za najważniejszy dokument UE uważam Strategię Trwałego Rozwoju przyjętą w 2001 r. i poprawioną w 2006 r. Panuje u nas myślenie, że gdy mamy już wysokie tempo wzrostu dochodu narodowego lub PKB to jest już wszystko dobrze. A to nieprawda, właśnie ze strategii długookresowej wynika np. że trzeba zmieniać strukturę produktu krajowego i to w kierunku dziedzin gospodarowania, które są niezbędne dla przyszłości. Jeśli nikt się tym nie zajmuje to właśnie lewica powinna o tym myśleć. Tu chodzi o następne pokolenia, bo już widać, że ich los jest zagrożony, chociażby w kontekście globalnych zmian klimatycznych. Wezwanie do szukania sojuszników w UE, którym bliska jest idea społecznej gospodarki rynkowej, jest działaniem słusznym, ale jest tam także mowa o solidaryzmie społecznym. Pojęcie to zawiera w sobie różne wątki, które poszły w dwóch kierunkach. Jeden kierunek solidaryzmu to solidaryzm mechaniczny, czyli troska o więź społeczną, realizowana przez nadzorcze państwo. To poszło wyraźnie w kierunku faszystowskim. Drugi kierunek to tzw. solidaryzm organiczny, który poszedł w kierunku państwa pomocniczego, w ujęciu doktryny katolickiej. Do pierwszego kierunku na pewno należy podvchodzić jak do jeża, choć trzeba pamiętać, że był on, może bezwiednie, reprezentowany przez rządy PiS-u, a w drugim przypadku należy się zdecydować, na ile można się zbliżać z doktryną katolicką, a na ile. Prof. Hanna Kuzińska Moje uwagi zacznę od tego, jaki jest nas stosunek do naszej przeszłości, a szczególnie do suwerenności państwa. Panuje przekonanie, że w PRL-u żyliśmy w państwie niesuwerennym, a teraz jest inaczej. Aby uczciwie o tym powiedzieć, należy podkreślić, że nie było suwerenności w kwestiach wojskowości, w polityce zagranicznej była częściowa. Ale były takie obszary, gdzie suwerenność była nieomal całkowita, np. w zakresie kształtowania rynku wewnętrznego, struktury przemysłu itp. To są już nasze grzechy. Jugosławia czy Węgry potrafiły sobie w jakiś sposób poradzić z tymi problemami. Tam, gdzie jest mowa o nierównościach społecznych to trzeba ujmować precyzyjniej, gdyż inaczej będzie to postulat nierealny. Jest taki poziom nierówności, który jest akceptowany i taki, którego nasze społeczeństwo nie przyjmie. W Polsce zmienia się struktura gospodarki i zmienia się struktura społeczna i do takiego procesu powinien być dostosowany nasz dokument. Populacja, do której się zwracamy to są ludzie pracy, ale w szerszym pojęciu: urzędnicy, rolnicy, robotnicy, emeryci i renciści. To samo dotyczy struktury przemysłu z coraz bardziej rosnącym udziałem usług. Brakuje nam spojrzenia na problem aktywności zawodowej, a szczególnie aktywności zawodowej kobiet. Polska jest w statystykach międzynarodowej niechlubnym “liderem” najniższej aktywności zawodowej. Powinniśmy pokazać elektoratowi kobiecemu, że my mamy dla kobiet określony program realizacji zawodowej. Chodzi też o szersze ujęcie aktywizacji zawodowej w Polsce, społeczeństwo, które w wyniku obecnej polityki emerytalnej wkrótce się pojawi, będzie w znacznej mierze społeczeństwem niepracującym, co będzie przyczyną wielu nowych konfliktów o podłożu społecznym i finansowym. Tu musi się z naszej strony pojawić rozsądna propozycja. Istotny jest także problem roli nauki w rozwoju społeczno-gospodarczym państwa. Niekoniecznie ludziom nauki należy oddawać ster w zakresie ustalania strategii rozwoju. Po to, aby przemysł i gospodarka mogły chłonąć zdobycze nauki to niezbędna jest rola państwa w ustalaniu tego rodzaju strategii. W kwestii wejścia Polski do Unii Europejskiej wypada zgodzić się z prof. M. Szyszkowską, że sfera ubóstwa w Polsce może się poszerzyć, ale odpowiedzią na te obawy może być propozycja polityki społecznej. W sprawie kształtowania struktury podatków może lewica mieć znakomite pole do popisu, gdy okaże się, że od 2009 r. zacznie funkcjonować podatek liniowy. Jeśli 98 proc. społeczeństwa będzie umieszczone w jednym progu podatkowym 18 proc., a tylko 2 proc będzie płacić podatek 32 proc., to trudno mówić o dwuszczeblowym systemie podatkowym. Lewica już teraz powinna zaproponować budowę nowej skali podatkowej, progresywnej, ale takiej, która nie zniechęca, lecz motywuje do aktywności zawodowej. Prof. Tadeusz Kowalik Nie bardzo wierzę w stworzenie takiego programu przy tak dużej rozbieżności poglądów. I z tego punktu widzenia to gremium, które zbierze się w czerwcu, to powinien być Kongres poszukujący Porozumienia Lewicy. Powinny być przy tym spełnione warunki brzegowe: z jednej strony, akcentowany przez prof. M. Szyszkowską socjalizm, a z drugiej, darzony ciepłym uczuciem przez prof. Z. Sadowskiego socjalliberalizm. Powinny być także spełnione pewne minima: jednym z nich jest obrona konstytucji RP przez integrowanie jej podstawowych stwierdzeń. Innym z kolei to neoliberalna polityka Unii Europejskiej i nasz do niej stosunek. To porozumienie będzie potrzebne tak długo, jak długo będzie się panoszył kapitalizm “spuszczony z łańcucha”. Warto jednak pamiętać o pewnego rodzaju zróżnicowaniu kapitalizmu biorąc pod uwagę choćby doświadczenia krajów skandynawskich: najwyższe podatki i najwyższy standard państwa opiekuńczego. Potrzebna jest lista haseł, z których pod żadnym pozorem nie można zrezygnować. Należy do nich kwestia budownictwa mieszkaniowego. To, że są bezdomni, że młode rodziny nie mają szans na mieszkanie jest wielkim skandalem i hańbą. I zapewnienie mieszkania bez względu na to, kiedy to będzie realne, jest sprawą niezbędną w naszym programie. To samo dotyczy zdrowia, trzeba się przeciwstawić tendencjom wymuszającym pełną odpłatność i prywatyzację. Tu rola państwa jest konieczna. W Manifeście nie mówi się o bezrobociu a ono jest nadal wysokie. W Warszawie jest inaczej, ale w Polsce pracę ma zbyt mało ludzi w wieku produkcyjnym. Mamy najniższą stopę zatrudnienia, a zaledwie 13 proc. bezrobotnych otrzymuje zasiłki. Te fakty powinny wywoływać protest. Co do roli ekspertów wydaje mi się, że mogą być przydatni przy opracowywaniu poszczególnych zagadnień, nie zaś przy całościowym programie. Wtedy nie ma potrzeby uzyskiwania zgody wszystkich na wszystkie poruszane kwestie. Wpływu na poczynania władz nie mamy, ale te dokumenty spełniają rolę heurystyczną, wychowawczą, a także kształtującą nową świadomość reformatorską. My bronimy państwa opiekuńczego, to państwo jest wielkim osiągnięciem naszej współczesnej cywilizacji. Na Zachodzie państwo opiekuńcze mimo wszelkich redukcji socjalnych ma się nadal dobrze. Dlaczego u nas ma być inaczej? Kongres Porozumienia Lewicy nie musi przyjmować tego dokumentu. On powinien być wysłuchany i wywołać dyskusję, a jej pokłosiem powinna być zminimalizowana deklaracja. Prof. Paweł Bożyk Przewidujemy, że ten dokument będzie na II Kongresie trzonem referatu programowego. Państwo socjalne to dla nas pojęcie takie jakie stosują w swoich rozwiązaniach Szwedzi czy Finowie a nie Blair czy Schroeder. Zapewne będzie też presja na to, aby używać pojęcia socjalizm. Czy my budujemy socjalizm, czy raczej państwo socjalne? Ja się wypowiadam za państwem socjalnym, ponieważ socjalizm na Zachodzie ma inną wymowę. U przeciętnego Polaka, który żył w realnym socjalizmie, budzi to zupełnie inną reakcję. Mieliśmy okazję widzieć na Kongresie Lewicy Europejskiej, że socjalizm czy nawet komunizm w ogóle nie budzi u nich żadnych emocji. Pani prof. Szyszkowska postuluje, aby to pojęcie wprowadzić do dokumentu, będzie to jednak problem trudny do rozwiązania. Będą nas wtedy postrzegać jako tych, którzy reanimują idee złożone do lamusa. Prof. Mieczysław Dudek Manifest programowy, który przygotowujemy, powinien być dla Kongresu Porozumienia Lewicy czymś w rodzaju konstytucji. Mamy różne odcienie lewicy, co pokaże się w różnych poglądach, które tam będą wygłaszane. Taka polaryzacja może się pojawić chociażby w podejściu do problemów służby zdrowia i kwestii odpłatności za świadczenia. W manifeście powinny pojawić się bardziej ogólne pojęcia, które nie budzą większych emocji i pozwolą na jego akceptację, a w konsekwencji na wypracowanie porozumienia. Zbyt wąsko jest zaznaczona baza społeczna, do której się zwracamy: brak jest szeroko rozumianej inteligencji, warstwy urzędniczej, informatyków, ludzi nauki, twórców kultury itp. Aby się do nich zwracać, muszą być rozpoznane i nazwane ich preferencje. Trzeba więc w tekście dokonać przegrupowania i oddzielić sprawy społeczne i socjalne od ekonomicznych, czyli postulaty w zakresie warunków bytowania i warunki gospodarowania. Potrzeba wyraźniejszego podkreślenia woli współpracy z krajami Wschodu oraz dobrosąsiedzkich stosunków z tym regionem. Na tym tle można zaakcentować podmiotową rolę naszego kraju. Prof. Paweł Bożyk (podsumowanie) Zebraliśmy się po to, aby w tym dokumencie nanieść zmiany możliwe do przedstawienia na Radzie Konsultacyjnej. Deklaracja Ideowa przyjęta w dniu 23 czerwca 2007 r. na Kongresie Porozumienia Lewicy nadal jest aktualna, można jedynie przyjąć pewne uzupełnienia czy też poprawki do tego dokumentu. Manifest Programowy jest potrzebny, aby wystąpić na Kongresie z propozycjami nowatorskimi, które wzbudzą zainteresowanie, a nie będą zbiorem sloganów. Nasze obecna praca to próba łączenia wody z ogniem, ale jest to próba startu z dyskusją o ideałach lewicy. Jest to metoda kolejnych kroków, pewne terminy już biegną i konieczne są dalsze przemyślenia poszczególnych punktów naszego programu. Temu będą służyły kolejne posiedzenia Komitetu Ekspertów. Dziękuję wszystkim za przyjęcie zaproszenia do dyskusji i wniesienie swojego wkładu w prace nad Manifestem Programowym.
Opr. Mieczysław Kozłowski (Sekretariat KPL) |