|
O co chodzi z tym handlem wielkopowierzchniowym? Pan Kaczyński były premier spotkał się z przedstawicielami kupiectwa polskiego. Sądzę że spotkanie miało charakter pozamerytoryczny czyli polityczny ale nie to jest ważne. Nie do przecenienia była waga tematu spotkania. Rzecz dotyczyła problemu handlu, a dokładnie “handlu wielkopowierzchniowego” Ten eufemizm znaczy tyle że mamy kolejny kłopot natury gospodarczej. Od czasów fenickich, cały cywilizowany świat wie, (nie dotyczy Polski) że handel jest jedną z tych gałęzi gospodarki która jest motorem postępu, rozwoju gospodarczego i dobrobytu. Tymczasem mózgowcy gospodarczy doprowadzili nie tylko do opanowania 40% handlu detalicznego przez obce sieci handlowe ale dali im możliwość dalszej ekspansji i penetracji polskiego rynku tym razem już w mało powierzchniowych formach. Ten eufemizm znaczy tyle że “światowcy” z PO postanowili jak za najgorszych czasów Balcerowicza w ramach restrukturyzacji gospodarki(?) zamordować polską przedsiębiorczość tym razem wzięli się za handel. Morderstwo polega na tym że potężne korporacje handlowe dostały możliwość ekspansji do małej sieci detalicznej – znaczy sklepów miejskich, wiejskich czy osiedlowych. Zdumienie budzi takie postępowanie albowiem dowodzi ono kompletnego braku elementarnej wiedzy ekonomicznej, zrozumienia istoty gospodarki, sposobów jej działanie i skutków jakie ona wywołuje.(a kiedyś w nadziei zrozumienia problemu mówiliśmy o bankach…) Kwestionowaliśmy zapisy Konstytucji o społecznej gospodarce rynkowej, twierdziliśmy, że Polska realizuje gospodarkę rynkową. Tymczasem działania rządu maja szanse przejść do światowej historii myśli ekonomicznej jako autorska metoda samobójczego systemu samozagłady gospodarczej państwa. O co chodzi ? - niewiadomo, a jak nie wiadomo o co chodzi to przeważnie chodzi o pieniądze. Aż strach ciągnąć dalej ten wątek. Może on nas doprowadzić do zbyt daleko idących wniosków. Znamy wszak kontredanse z polskim handlem że wspomnę tymczasowe kupieckie domy towarowe czy stadion X-lecia. Zaraz podniesie się krzyk że to szara strefa itd. Zgoda ale nie jest winą szarej strefy że jest, bo to bezradność (?) władz pozwala na jej istnienie. Czym różnią się Biedronka, Tesco, Geant od kupiectwa Polskiego? Tym że Polskie firmy w odróżnieniu od podmiotów zagranicznych nie mają wsparcia polskiego rządu i polskiego prawa. Prawa i ułatwienia są dla obcych. Nasi są przedmiotem wiecznych manipulacji i ciągle doświadczają ostracyzmu. A jednak ten rachityczny polski handel z powodu uzyskiwania zysków przynosi wymierne dochody polskiemu budżetowi. Tymczasem gdyby księgowy którejś z zachodnich przedsiębiorstw wykazał zysk do opodatkowania następnego dnia już by nie pracował. Nigdy polski budżet nie zobaczy ani jednej złotówki wpływu z zysków zachodniej sieci handlowej, a jeżeli tak, to może warto by sprawdzić wątek szczególnej nieznanej w świecie przychylności dla zachodnich przedsiębiorstw jakiej Polacy nie doświadczają od polskich władz – różnego szczebla. Widz
|