|
Jak tu ma być dobrze? Kolejny pomysł dotyczący sfery finansów publicznych jest wart tych które Ministerstwo Finansów wydało z siebie w ciągu ostatnich dwóch latach. Dwa lata Pani prof. Gilowska nie była w stanie przeprowadzić reformy finansów państwa. Cztery poprzednie lata siedziała w ławach PO czy AWS i opowiadała mądre rzeczy. Przyszło do realizacji i okazało się, że król jest nagi a finanse to nie lustracja czy powołanie IPN-u. Zrobić reformę znaczy znać, rozumieć i “widzieć” związki przyczynowo-skutkowe swoich decyzji. Widzieć kanały dystrybucji gotówki umieć regulować ich przepustowość, umieć nie doprowadzać do przeciążenia systemu. Trzeba znać i rozumieć gospodarkę to znaczy znać mechanizm funkcjonowania gospodarki i rozumieć dokładnie te kwestie, które są wspólne i łączą finanse publiczne z gospodarką. Tylko takie kompetencje będą przesłanką pozwalającą domniemywać, że przygotowana reforma będzie miała oczekiwane cechy zreformowanego systemu finansów kraju. Odnosząc się z należnym szacunkiem do dorobku pani prof. Z. Gilowskiej należy zauważyć, że nie jest specjalistą ani w dziedzinie finansów publicznych, ani samorządu terytorialnego. Nie zna też mechanizmów gospodarki w oczekiwanym zakresie. Krótko mówiąc, profesorowi ekonomiście, ministrowi finansów, brak jest wiedzy akademickiej i praktycznej do pełnienia urzędu ministra finansów. Nie chcę się znęcać nad kolejnym projektem przyjętym prze sejm, ale muszę zapytać dlaczego rodzina dostanie 1600 zł. z odpisu od podatku w skali rocznej. Chętnie poznałbym przyczynę przyznania takiej a nie innej kwoty. Chciałbym wiedzieć, z czego wynika, albo wynikiem jakiego rachunku jest ta kwota. Ta wiedza jest bardzo istotna, bo proponowana kwota jest biegunowo odległa od naszych obliczeń. Czyli ktoś się myli. Dalej chciałbym wiedzieć czy to jest zobowiązanie budżetowe i czy ma cechy roszczenia prawnego. Chciałbym wiedzieć jakie źródło przychodów zabezpiecza te kwoty, bo jeżeli nie ma ani jednego, ani drugiego to jest to partactwo sejmu produkującego kolejną niewykonalną Ustawę 203 uchwaloną na potrzeby kampanii wyborczej. Takie działanie nie ma nic wspólnego z polityką prorodzinną. Dowodzi natomiast, że ktoś nie odróżnia systemu finansów od loterii fantowej. Becikowe, dodatki rodzinne, alimenty, powyrywane kawałki elementów polityki społeczno-gospodarczej państwa nie mają cech systemowych i wynikają raczej z potrzeb koniunkturalnych a nie zbilansowanego rachunku budżetu państwa. Przerażenie pani minister finansów, że uderzy to w budżet, też jest lekko na wyrost, bo z opowieści sejmowych wynika, że krąg beneficjantów korzystających z dobrodziejstw tej ustawy będzie mocno ograniczony. Nie dostaną jej rolnicy - bo z czego mają sobie odliczać. Nie wiadomo jak będą korzystać z dobrodziejstw ustawy właściciele przedsiębiorstw rodzinnych, mających dochody nieregularne. No i całe rzesze bezrobotnych. Ze zdumieniem słuchałem wywodów pana posła Zawiszy, który ze śmiertelną powagą plótł na konferencji prasowej trzy po trzy o powszechnym dobrodziejstwie ustawy dla narodzonych i tych brzydalach etatystach, którzy ustawie byli przeciwni. Uwikłani we własne sieci leseferyzmu przedstawiciele narodu nie mają pojęcia o czym mówią !!! Jeżeli ktoś był przeciwny tej “Ustawie” to znaczy że nie tylko umiał liczyć, ale wiedział jakie są funkcje budżetu i jak należy z niego korzystać. Okrągłe opowieści o wzroście PKB, kiedy tak naprawdę nikt nie umie zdefiniować powodu wzrostu gospodarczego a w konsekwencji nie ma możliwości przestrzegania najważniejszej zasady ekonomicznej zasady nienaruszalności źródła dochodów - brzmią jak bajka. Wzrost oparty na reeksporcie to bardzo marny fundament. Marny, bo nie zależy od naszego potencjału ekonomicznego. Zależy od koniunktury gospodarczej obcego państwa – państw. A jak u nich gospodarka się “bujnie” to u nas się zawali. Rządzący zrealizowali postulat, który sformułowałem dwa lata temu na stronach internetowych Ruchu Odrodzenia Gospodarczego i nie dotykali steru gospodarki. Rzeczywiście PiS pogonił Balcerowicza, ale dalibóg nie Balcerowicz jest przyczyną nieszczęść Polski, ale jego polityka a tą PiS skwapliwie realizuje i PiS-owski Balcerowicz na forum ekonomicznym w Krynicy tłumaczy zdumionemu red. Młodkowskiemu, że RPP dalej zajmuje się pilnowaniem inflacji. Przypomnę, że dzieje się to zgodnie z dawno zbankrutowanymi definicjami monetarystów eksperymentatorów z Banku Światowego. Definicji tych dziś wypierają się ich zwolennicy i protagoniści.(nie dotyczy to Polski). Znaczy rządzący nie rozumieją gospodarki, nadal są strażnikami recesji i obcych interesów a to wszystko dla dobra Polski. Ciekawe kiedy PiS lub ktokolwiek inny zrobi coś dla dobra Polaków. Póki co sejm wyprawia brewerie, poseł Zawisza za rozsądek gani etatystów, RPP pilnuje recesji, Balcerowicz zaciera ręce i wraca do gry a my dalej drepczemy w miejscu i wybierzemy tych samych co zawsze dyżurnych przedstawicieli narodu. Zbyszek Gusiew Sekretarz Instytutu Badań nad Społeczną Gospodarką Rynkową |