|
Bilans na lewicy       Szli do wyborów w 2001 r. deklarując wartości lewicowe. Było ich wiele – od pomocy najuboższym do zmiany ustawy aborcyjnej i obłożenie podatkiem działalności gospodarczej Kościoła. Wskazywali palcem na nieudolność ekipy Buzka, dziurę budżetową i afery korupcyjne. Głosili, że mają sprawnych, kompetentnych fachowców w każdej dziedzinie i przestawią gospodarkę z głowy na nogi. Czterdzieści zespołów szlifowało program, z którym lewica tanecznym krokiem miała pójść po władzę.       A już na wstępie zaczęło się fatalnie. Tuż przed startem wyborczym, Marek Belka, desygnowany przez prezydenta do ekipy Millera, powiedział co powiedział, i lewica straciła szansę samodzielnego sprawowania władzy. Później premier Miller w expose rządowym zapewniał o swej męskości, co wzbudziło zachwyt w damskiej części narodu, ale spece od polityki kręcili głowami. Potem poszło już z górki – dziura budżetowa zniknęła z dnia na dzień, za to pojawiły się dziury w budżetach domowych. Dostali w kość emeryci, renciści, studenci, niepełnosprawni i drobni ciułacze, których też nie omieszkano obłożyć haraczem.       Żadnych afer nie rozliczono, za to zaczęły się sypać publikacje o aferach i przekrętach “swoich”, wskaźniki bezrobocia poszybowały w górę. Rząd uspokajał, że to nic, że mamy wzrost i zaraz nam opadnie. Nawet wicepremier Hausner złożył deklarację, że jak bezrobocie wzrośnie powyżej 18 proc. to on złoży dymisję. Bezrobocie osiągnęła wskaźnik rzędu 20,6 proc. i wtedy pan wicepremier nabrał wody w usta. Okazało się, że miejsc pracy przybywa jak na lekarstwo, a ubywa w zastraszającym tempie. Rząd lewicowy miał i na to radę – jak wstąpimy do Unii, to pojedziecie na saksy i będzie cacy.       Afera Rywina obnażyła wierzchołek góry lodowej o tym jak się robi siuchty.. Teraz czeka afera Orlenu, która wbije kolejny gwóźdź do trumny lewicy, ale ta pociesza się, że nie takie hufnale już jej wbijali. Z ustawy aborcyjnej wyszły nici, bo premier i prezydent poszli w zaparte. Nasi za to pojechali do Iraku z misją po honor, jakby nie można było poszukać go gdzieś bliżej. Premier wcześniej skończył niż zaczął, czym rozczarował niemałą część pań i sondaże poleciały na łeb i szyję. Z czterdziestu procent zrobiło się kilka i strach zajrzał lewicy do oczu. Wtedy w ciągu jednej nocy borowikom spadły łuski z oczu i skrzyknęły europejską, a także nad wyraz światłą nową partię lewicy.       Okazało się jednak, że w zapaści znalazły się finanse publiczne, więc sięgnięto po tzw plan Hausnera, co w wolnym przekładzie oznacza: ograbić najuboższych. Na pierwszy ogień jak zwykle poszli emeryci i renciści, którym podniesiono poprzeczkę waloryzacji. Słabi są w nogach, więc wiadomo, że nigdy jej nie przeskoczą. Musi to być naprawdę dolegliwa dla nich ustawa, skoro hurmem głosowali za nią nawet liberałowie. Dało to wedle różnych szacunków ok. 18 mld zł oszczędności. Przyklepano to listkiem figowym w postaci likwidacji starego portfela i odtrąbiono sukces.       Ale to mało, zaczęto więc grzebać w ustawie zdrowotnej. Na razie chodzi o załatanie dziur najpilniejszych, ale zaraz wkrótce przyjdzie czas na płacenie, jak chciał wicepremier Hausner, i za wizyty u lekarza i za badania i za pobyt w szpitalu. Ci co przeżyją reformę, nie będą mieli się już gdzie leczyć, bo bariera cenowa sprawi, że stać ich będzie jedynie na ziółka, a szpitale i tak pójdą pod młotek, bo z braku chętnych do leczenia trzeba będzie drastycznie redukować personel.       Przy okazji zlikwidowano możliwość przechodzenia na wcześniejszą emeryturę, bo kto widział, żeby byczyć się, gdy kraj w potrzebie Teraz ci, którzy będą zbliżać się do wieku emerytalnego, zostaną z niczym, bo w naszej zresetowanej gospodarce pracowników po pięćdziesiątce już się nie zatrudnia. Do pracy za byle jaką zapłatę wystarczą rzesze młodych bezrobotnych, w których można przebierać jak w ulęgałkach.       Teraz lewica chce złapać oddech przy premierze Belce, która już raz zrobił jej dobrze. Pan premier daje prztyczka w nos a to Ananiczem a to Radziwiłł, a oni, że to nic, no to doczekają się prawdziwych kuksańców. Perspektywa rysuje się nieciekawa. Przy najbliższych wyborach lewica zapewne pójdzie do piachu, a wszystko co czyni, by temu zapobiec to... nie czynić niczego. |